Adopcja - gdy szczęście puka do drzwi

Adopcja

Byliśmy przygotowani na kurs od września, bo dokumenty złożyliśmy na koniec maja, a powiedziano nam, że czeka się minimum rok. Ale w marcu zadzwonił telefon - kurs od końca kwietnia, bo chcemy rodzeństwo:) To była dla mnie tak dobra wiadomość, że wszystkie troski i żale związane z ciążową przeszłością poszły w niepamięć. Od razu wróciłam do rozpoczętego już dawno i porzuconego malowania bajkowych postaci w pokoju dla maluch/maluchów...A mój mąż, choć wtedy jeszcze tego nie zauważyłam, zaczął się bać...

Na szkoleniu spotkaliśmy znów Pana Michała, już bardziej wyluzowanego i uśmiechniętego niż na pierwszym spotkaniu, i Panią Grażynę, która bardzo przypominała mi dawno zmarła przyjaciółkę mojej mamy, więc od razu poczułam sympatię. 

Wiele osób demonizuje szkolenie, mówi, że jest bez sensu, marnowanie czasu i, że wchodzą w życie z butami.... A tu trzeba odpuścić swoją dumę i ambicje. Przyznać przed samym sobą, że choćbyśmy zajmowali się wcześniej setką różnych dzieci, to pierwszy raz będziemy rodzicami adopcyjnymi i po prostu nic o tym nie wiemy. 

Kurs jest bardzo praktyczny i tak naprawdę opiera się na wywoływaniu emocji i nauczeniu jak je przeżyć w sposób, który pomoże naszemu rodzinnemu szczęściu rozkwitać. I tak, niektóre zadania mogą się wydawać infantylne (wymyślanie bajek, wierszyków itp.), ale trafiają do serca wszystkich obecnych. Grupa nie jest przecież dobierana pod względem IQ czy inteligencji emocjonalnej...więc jeśli coś wydaje się komuś oczywiste niech weźmie pod uwagę, że dla innej osoby może to być właśnie ten moment gdy otwierają się oczy....

Prawdą jest, trzeba powiedzieć dużo o sobie, swoim życiu i  uczuciach.  I jest to ogromnie potrzebne! Przecież Ci ludzie muszą znaleźć każdemu dziecku idealnych rodziców! Pomyślcie jak dużo chcielibyście wiedzieć o osobie, której powierzacie swoje dziecko? Na dzień? Na tydzień? Na rok? Na całe życie? Oni muszą zastąpić w tej decyzji najbardziej kochającego rodzica, którego to dziecko jeszcze nigdy nie miało...Czasem myślę, że praca ludzi z Ośrodka Adopcyjnego jest bardziej stresująca niż moja...bo u mnie są przynajmniej jakieś standardy postępowania...a tam, każdy przypadek dziecka i potencjalnych rodziców inny..  

No pewnie słyszeliście o "nieudanych adopcjach"...ja myślę, że w tych sytuacjach właśnie ludzie nie byli dość otwarci, żeby mówić o swoich słabościach i tym czego nie potrafią, albo pracownicy Ośrodka wpadli już w rutynę....No to teraz reklama, ale ważna i wskazana. Gorąco polecam Ośrodek Adopcyjny Fundacji Dla Rodziny w Gdańsku - tam słowa rutyna nie znają...

Minęło połowę kursu i na jednym ze szkoleń zauważyłam, że pan Michał aż się skręca,by nie powiedzieć czegoś za dużo. ..i byłam pewna, że to nas dotyczy. Mówiłam mężowi, że wydaje mi się, że oni mają już dla nas dzieci ...nie chciał za nic uwierzyć. ..Potem było spotkanie u nas w domu...i okazało się, że mam rację. ..troje dzieciaków..Mąż już nue miał nic do gadania; ) pozostało mu się z tym pogodzić. Przyspieszono nam testy psychologiczne i zaraz po kolejnych zajęciach przedstawiono nam karty dzieci: Asia 5,5 roku, Zuzia 3  i Fabian  (od razu wiedziałam, że to imię zmienię ) niecałe 1,5r. W wywiadzie rodzinnym mieli przemoc i alkohol w domu, ale Pan Michał nie miał co do nich zastrzeżeń psychologicznych. .z resztą dla mnie to nie miało już znaczenia. ..chciałam poznać moje dzieci. .Już kupiłam 2 maskotki i auto...

I tak umówiliśmy się na trzy dni później na pierwszy wyjazd do naszych maluchów...

Komentarze

Popularne posty