Chwal i nagradzaj - słów kilka o naszej dyscyplinie


Nie będę wam mówić co macie robić. Nie piszę tego by kogokolwiek pouczać. Każdy musi znaleźć  swój indywidualny sposób dla swoich jedynych na świecie dzieciaków. Chcę wam tylko napisać co robimy i co u nas się sprawdziło i nadal sprawdza. 

Każdy lubi być chwalony. A gdy dostaniemy nagrodę czujemy się docenieni i szczęśliwi. Czy nie chcielibyśmy by nasze dzieci czuły się tak na co dzień? A jeżeli bylibyśmy wielokrotnie chwaleni..to brak pochwały odczulibyśmy jako reprymendę...tak to właśnie podziałało u naszych dzieci.

Na zdjęciu widzicie naszą "tablicę chwały". Wieszamy tam wszystkie dzieła naszych pociech, przy których wykazały się zaangażowaniem, starannością i/lub kreatywnością. Nie jest ważne czy to się uda, ważne by poświęciły temu czas i wysiłek. Na początku były to często tylko kółka i zygzaki, ale jeśli widziałam, że dziecko poświeciło na nie czas i starało się to i tak trafiały na tablicę. Jeśli natomiast zrobiło coś "na odwal", byle szybko, byle zbyć..to obrazek lądował na kupce do schowania..zwykle następny był o niebo lepszy. Te powieszone były pokazywane wujkom, ciociom - prawdziwym i przyszywanym oraz babci i dziadkowi i chwalone pod niebiosa. Bardzo dobrze zaktywizowało to dzieci to dalszej pracy i wysiłku nad zadaniami, które podejmują. 

Na samej górze tablicy są imiona dzieci pod nimi "kropki". Można uzbierać ich 10 i otrzymać nagrodę. Jednak nie jest to proste. Trzeba cały dzień być grzecznym i odpowiedzialnym - oczywiście na swoim poziomie. 

By móc to zrobić trzeba znać zasady panujące w domu. Nie spisywaliśmy ich, bo dzieci jeszcze nie umiały czytać. Ale mówiliśmy o nich wielokrotnie. To było bardzo istotne, bo małe dzieci łatwo zapominają o regułach, które choć stworzone dla ich dobra, nie zawsze są im w smak. 

I tak przed kąpielą początkowo mówiłam: ładnie się bawimy i myjemy, nie rzucamy zabawkami, bo pójdą do kosza, nie bijemy się, bo to boli, nie odkręcacie sami wody, bo może być gorąca lub bardzo zimna, nie bierzecie rzeczy mamy i taty, bo nie są wasze, kto wychlapie wodę ten ją ściera, kto nie będzie trzymał się zasad wychodzi z wanny przed końcem czasu... No właśnie...tego trzeba było się trzymać...jeśli ustaliliśmy jakąś konsekwencję...to trzeba było być konsekwentnym...
Ale za to gdy dzieci zachowywały się dobrze dostawały pochwały - pięknie się namydliłaś, super umyłaś głowę - tak nawet 2 latek sobie z tym radził! - jak ładnie, że dałaś bratu twoją zabawkę itd... Czasem były też nagrody - kolorowe kulki czy błyszczący pył do kąpieli:)

Mój mąż miał (i jeszcze ma, choć z każdym dniem jest lepiej) problemy z zapamiętaniem planu postępowania jak i z konsekwencją...dlatego wypisałam dla niego instrukcje - dyscyplinowania w salonie i kładzenia spać na drzwiach pokoju maluchów. Po to, żeby zawsze mógł sprawdzić co robić i dzięki temu unikną nerwów, ale też by mógł powiedzieć dzieciom, że mama tak napisała i tak musi być...co zwykle działa ;)

Co do nagród z kropki to są one bardzo różne. Te pierwsze musiały być spektakularne. Także Asia dostała ukochaną lalkę z Monster High, Zuzia super kucyka, a Ali choć jeszcze wtedy nie rozumiał za co fajny samochód. Pierwszą nagrodę dostała Asia...spowodowało to znaczna poprawę zachowania Zuzi - zrozumiała, że warto...potem Ali, a Zuzia już dzień później. Kolejne nagrody miały zupełnie inny charakter. Był to wspólny czas spędzony dodatkowo za mną (lub tatą) w fajnym miejscu. Był więc basen lub kino. Od czasu do czasu coś materialnego, zabawka czy fajny ciuch albo książka. 

Jakie są efekty? Ano wspaniałe. Jak już pisałam kąt stał się praktycznie niepotrzebny. Nawet Ali obserwując "brewerie" z Zuzią nauczył się chyba, że z mamą nie wygra..no i po ostrzeżeniu prawie zawsze przestaje broić. Tak naprawdę najczęściej wystarcza ostrzeżenie wydane odpowiednim srogim tonem głosu... w przypadku napadu złości czy płaczu pomaga spokój i prośba, by dziecko się wypłakało czy wyzłościło i wróciło do nas jak będzie mu lepiej to pogadamy. 

Oczywiście pojawiły się inne problemy..ale opanowaliśmy podstawy - a to połowa sukcesu! Będę pisać o wielu z nich jeszcze i o rozwiązaniach, które się sprawdziły...i tych co nie też. 

Komentarze

  1. Super ☺ Pani się chyba minęła z powołaniem, tak sobie myślę. Powinna Pani zostać nauczycielką. Chciałabym by ktoś taki uczył moje dzieci. Powołanie, opanowanie, multum pomysłów i złote serce. Uwielbiam ten blog ☺

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa:) Uczyłam w swoim życiu trochę dzieci (nawet przez miesiąc uczyłem angielskiego klasy 4-8 w podstawówce, w której uczyła moja mama)i dobrze to wspominam. Ale jednak medycyna zawsze bardziej mnie pociągała..:)

      Usuń
    2. Dziękuję za miłe słowa:) Uczyłam w swoim życiu trochę dzieci (nawet przez miesiąc uczyłem angielskiego klasy 4-8 w podstawówce, w której uczyła moja mama)i dobrze to wspominam. Ale jednak medycyna zawsze bardziej mnie pociągała..:)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty