Znaleźć czas na wszystko, czyli kwestia organizacji


Bardzo często słyszę od znajomych: jak ty znajdujesz czas na to wszystko?, jak ty dałaś radę? No co prawda to prawda, początkowo wymagało to dużego wysiłku i zmysłu organizacyjnego - bo musieliśmy całkowicie zmienić nasz plan dnia, tygodnia, miesiąca itd.. Na dodatek, jak to często w życiu wiele rzeczy zbiegło się na raz... no bo, akurat przyszła pora by po zakończonych i przeanalizowanych badaniach napisać rozprawę doktorską...no i właśnie mi upłyną okres specjalizacji i musiałam najpierw złożyć dokumenty do specjalizacji (najgorsza część...około 1300 stron do zredagowania) i zdać egzamin z chirurgii ogólnej... a wszystko zaraz po tym jak zamieszkały u nas dzieci..
Teraz nie mam już tak wiele dodatkowych zadań, więc mogę się skupić na dzieciach, mężu i sobie. I tak często słyszę pytanie:jak ty znajdujesz czas na prace plastyczne, pisanie i czytanie z dziećmi, wycieczki i do tego codziennie obiad i to dość skomplikowany;) - kocham gotowanie... Przecież pracujesz w pełnym wymiarze i jeszcze masz dyżury...i jeszcze masz czas, by zapraszać gości i jesteś na każdym spotkaniu organizowanym przez znajomych...

Powiem wam, że kluczem do sukcesu są dwie rzeczy. Pierwszą jest uświadomienie sobie, że trzeba znaleźć czas dla wszystkich - dla dzieci, męża, przyjaciół i siebie samego.. Może niektórzy powiedzą, że coś ze mną nie tak, ale nie uważam, że dla dzieci trzeba poświęcić wszystko... Myślę sobie, że nie jako dziecko nie chciałabym widzieć rodziców, którzy i owszem poświęcają mi cały swój czas, ale nie mają własnego życia, przyjaciół, siebie nawzajem...którzy żyją tylko moim życiem... Mogłabym wtedy wyjść z założenia, że rodzicielstwo oznacza koniec siebie samego... No, a w pewnym momencie mogłabym pomyśleć, że to ja odebrałam im przyjemności, przyjacielskie kontakty i dobrą zabawę... mogłabym wtedy nie chcieć mieć swoich dzieci... 
Drugą rzeczą jest ustalenie dobrego, stałego planu dnia. Oczywiście w sytuacjach dodatkowych wydarzeń można go zmodyfikować i dostosować, ale zawsze powinien jakiś być.

Po co? Hmm... zacznijmy od tego, że bardzo potrzebują tego dzieci... Stałość, a to właśnie daje plan dnia, daje poczucie bezpieczeństwa. Poza tym to bardzo ułatwia utrzymanie dyscypliny. Jeśli dziecko wie co następuje po sobie w ciągu dnia, łatwo jest go odwołać od jakiejś zabawy do stołu lub do snu. Nawet małe dzieci mają niezwykłe więc poczucie czasu...potrafią się upomnieć, o coś co jest zaplanowane i zawsze było o tej samej porze, nawet jeśli my zapomnimy. No i w końcu, my rodzice tak naprawdę też bardzo potrzebujemy stałości i planu...żeby niezależnie od nastroju i poziomu zmęczenia wiedzieć co będzie trzeba zrobić następnie i co najważniejsze - kiedy będziemy mieć czas by odpocząć...czas dla siebie nawzajem i tylko dla siebie - tak, tak to też trzeba zaplanować...

Jak ja stworzyłam nasz plan dnia? Najpierw ustaliłam porę wstawania i snu. Żeby zdążyć do szkoły, przedszkola i pracy ja muszę wstawać o 5:45, mąż wstaje (zwykle po zdarciu z niego kołdry i wytarmoszeniu;)) 10 minut później. Dzieci wstają ok. 6:20. Porę snu najłatwiej wyznaczyć odliczając wstecz. Teraz mam dzieci w wieku 3-7 lat. Powinny spać 10-11 godzin na dobę starsze, a mały 11-14. Ali śpi 1,5-2h w dzień więc wieczorem może chodzić spać równo z dziewczynkami. Ustaliliśmy ten czas na 20. To się sprawdza, bo dzieci nie są zbyt zmęczone popołudniu, a rano nie budzą się wcześniej, ale też łatwo wstają o wyznaczonej porze. Czas snu jest kluczowy! Dziecko zmęczone= dziecko niegrzeczne... W piątek i sobotę (czy przed innym dniem wolnym) kładziemy dzieci pół godziny później co daje nam szansę na trochę dłuższy sen.. tak zwykle się to sprawdza, dzieci śpią do 7-7:15, a czasem po aktywnej sobocie nawet do 8;)

Kolejny etap to pory posiłków. Najważniejsze z nich to śniadanie - obowiązkowo przed wyjściem z domu!!! i obiad - ten powinien być jedzony całą rodziną przy stole.  Śniadanie da dzieciom energię i nauczy tego zdrowego zwyczaju. No fakt, że w przedszkolu też jest śniadanie, ale o 8:15  - czyli 2 godziny po pobudce - a czas ten nie powinien przekraczać godziny. Dlatego Zuzia je rano pół porcji. Obiad z całą rodziną jest przyjemnością dla dzieci, zwiększa poczucie jedności i bycia członkiem rodziny. Poza tym umożliwia wprowadzanie nowych produktów - zawsze zainteresuje dziecko co tez jedzą rodzice. Jest też czasem na rozmowy. Śniadanie jemy 6:30-6:40. Obiad o 18. Nie ma już potem kolacji. Dzięki temu możemy zjeść go razem z mężem, który kończy prace o 17. 
W dni powszednie Zuzia je w przedszkolu śniadanie, II śniadanie (owoce) i obiad. Asia dostaje owoce i serek na drugie śniadanie i je obiad w szkole. Ali w domu je o 10 II śniadanie, o 13 lunch. Po powrocie do domu na podwieczorek jedzą owoce. W ciągu tygodnia jeśli potrzebują jeszcze przekąski dostają krążki ryżowe lub chrupki kukurydziane naturalne.

Weekendy to dni "słodyczowe". Nie oznacza to oczywiście, że można zastąpić wszystko słodyczami. Śniadanie, lunch i obiad pozostają o stałych porach i są "normalne". Słodycze jemy w ramach II śniadania i podwieczorku.   

No jak ma się już tyle to o resztę nie trudno. No więc to wygląda tak.

5:45 Wstaje mama - toaleta poranna
5:55 Wstaje tata - ścieli, ubiera się
6:20 wstają dzieci - ubierają się i myją zęby (ja robię śniadanie, tata pomaga Alemu i ich pilnuje)
6:35 - śniadanie, tata dociera 10 min później, bo kończy swoją toaletę
6:50 - czesanie dziewczynek
7:00 - ja i Zuzia wychodzimy
7:20 - Przychodzi ciocia
7:30 - wychodzi tata z Asią 
7:45 -14 - jestem w pracy, odbieram Zuzię (Asię w dni gdy ma na rano)
ok. 15 - w domu
15:15 - budzę Alego
15:30 podwieczorek (w dni gdy Asia ma na popołudnie po nim jedziemy wszyscy do szkoły)
16:00 - 17:30 - praca domowa Asi, Ali i Zuzia dostają ode mnie zadania do zrobienia - razem siedzimy przy stole, jeśli ktoś skończy wcześniej to co miał do zrobienia to idzie się bawić, ale bez hałasu, ja w między czasie przygotowuję obiad
17:30 - wraca tata i dzieci go witają i "męczą";), a ja nakładam obiad, potem on nalewa picie
18:00 - obiad
19:00 - kąpiel dzieci - jeden dzień ja "kąpię" i kładę dzieci, drugi dzień mąż - co tej drugiej osobie daje godzinę tylko dla siebie, ew. jeżeli trzeba może w tym czasie coś sprzątnąć - mamy to szczęście, że duże porządki i prasowanie załatwia dla nas ciocia..
19:30 koniec kąpieli, piżamy i mycie zębów
19:40-20:00 czytanie na dobranoc
20:00 - dzieci spać
20:00-22:00 - wolny czas rodziców

Pierwszy raz to zapisałam...ale jest tak wyryte w mojej i mojej rodzinki głowie, że jest po prostu oczywiste.... W dni wolne też mamy pewien plan dnia. Stałe pozostają pory posiłków, choć czasem nieco się przesuwają (ale nie dłużej niż o pół godziny) i są np. jedzone na mieście, pora kąpania i snu. W soboty zwykle rano jedziemy na zakupy. Po lunchu w zależności od pogody albo idziemy na zewnątrz, na spacer, na plac zabaw itp., albo przy brzydkiej pogodzie robimy różne prace plastyczne. W tym czasie Asia zwykle robi część zadania domowego. Często po obiedzie robimy sobie "kino" - popcorn i film (ostatnio gwiezdne wojny;)) - i wtedy jest "dzień dziecka", bo się nie kąpiemy. W niedzielę po śniadaniu idziemy do kościoła, a po nim o ile jest pogoda również spędzamy czas na świeżym powietrzu, jeśli nie to bawimy się w domu. Asia kończy zadanie. 
Jeżeli jedziemy na wycieczkę lub w odwiedziny nadal staramy się trzymać podstawową ramę dnia. Na urlopie również.
Często słyszę, że po wakacjach dzieci nie chcą rano wstawać do szkoły czy przedszkola. Nie mam takiego problemu, bo w czasie wakacji też wstają o tej samej porze. Możecie powiedzieć, że przecież mogłyby dłużej pospać, bo zostają w domu... ale my mamy przecież tylko jakieś 2 tyg. urlopu, a potem do pracy... Przyjdzie ciocia i owszem, ale trzeba i tak ogarnąć ubieranie i śniadanie...zwłaszcza, że ciocia jest "za dobra" i nie dopilnuje by zjadły zdrowo...no i dlaczego my mamy zmęczeni wieczorem nie mieć czasu dla siebie? 
Na urlopie też trzymamy się czasu zasypiania - zwykle modułu weekendowego..w końcu przy maluchach, żadne wieczorne imprezowanie nie wchodzi w rachubę... wolimy więc położyć dzieci wcześnie i spędzić razem czas na tarasie, w salonie czy w hotelowej łazience... popijając napoje wyskokowe;)

Mamy też umowę, że gdy któreś z nas chce się spotkać z przyjaciółmi, to to drugie przejmuje opieką nad dziećmi w tym czasie. Każde z nas może wyjść z kumplami na piwo jeśli chce, oczywiście po wcześniejszym zaplanowaniu takiej sytuacji - choć od czasu do czasu udaje się i spontan.... W sumie ja na tym jestem do przodu;), bo mój mąż jak to informatyk..;) woli raczej rzeczywistość wirtualną... i to ja częściej wychodzę...za to jestem z dziećmi dłużej na co dzień, bo on dłużej jest w pracy. 

Planuję też posiłki. Gotowanie uwielbiam, ale wymyślanie co akurat ma być dzisiaj na obiad to już niekoniecznie...wolę ustalić to wcześniej. Dlatego po zakupach układam plan obiadów na tydzień wg. zdrowego schematu: 2x ryba lub owoce morza, 2xdrób, 1xcałkiem jarskie, 1xwołowina lub jagnięcina, 1xwieprzowina...wszyscy są zadowolenia, ami łatwiej...
Śniadania też mam zaplanowane, bo dzieci chciałyby jeść ciągle na słodko..a muszę dbać o ich zęby.. A tak jest plan i wiedzą, że w poniedziałek, wtorek i czwartek są kanapki z pełnoziarnistego chleba z wędliną, pasztetem lub serkiem i świeżymi warzywami, we środę płatki na mleku - miodowe, ale z mąką pełnoziarnistą,  piątek chleb z miodem lub dżemem, w sobotę z czekoladą, a w niedzielę jajka lub parówki z kurczaka... i nie ma problemu, że "ja chcę np. płatki", mówię, będą we środę...

A jeśli coś zmienia plan..to oczywiście trochę się irytuję... ale zaraz wymyślam plan B...:)









Komentarze

Prześlij komentarz

Popularne posty