Życie dziecka przed adopcją - to też jego życie


Młodsze dzieci nie pamiętają życia w rodzinie biologicznej. Asia mogłaby coś pamiętać, ale nie chce...i dobrze, niestety nie były by to dobre wspomnienia.... ale potem przez 1,5 roku mieszkały w rodzinnym domu dziecka...gdzie dostały wiele ciepłe i miłości i po raz pierwszy to czego dotąd nie miały - poczucie bezpieczeństwa. Gdy poznaliśmy się Ali był tam prawie całe swoje życie, Zuzia połowę, a Asia ponad ćwierć.... Nie można tego wymazać, odciąć... nie można zrobić tego dzieciom...

A jeszcze z drugiej strony...wyobraźcie sobie, że bierzecie pod opiekę dziecko...dajecie mu co tylko możecie, wyciągacie z emocjonalnego dołka w jaki wpadło poprzez doświadczoną przemoc i zaniedbanie... kochacie je w końcu... i nagle ktoś zabiera je od was... robicie to dla dziecka, żeby miało lepszy dom, rodzinę....a potem...nic, cisza..nikt się nie odzywa, nie wiecie co u tego malucha... z czasem zapomnicie...zajmiecie się innymi dziećmi..ale ból w sercu zostanie...a przecież nie musi..

Pani Alina i wszyscy w RDD okazali nam dużo serca i wsparcia. Od nich też nauczyliśmy się wiele o naszych dzieciach w pierwszych chwilach. Dali na oręż do wali o lepsza przyszłość dla nich,. Nasze dzieci ich pokochały. Nie przyszło nam nawet do głosy, że można by o nich zapomnieć. Pisałam już wcześniej, że Anita, dziewczyna, która opiekowała się Alim została jego matką chrzestną. Przyjeżdża na jego urodziny i zawsze o nim pamięta.

Gdy dzieci przeprowadzały się do nas dostaliśmy od nich ogrom ubrań i zabawek. Nie musieliśmy się martwic, że jak zmieni się pogoda to będziemy musieli lecieć do sklepu po odzież...A dzieci mając przy sobie rzeczy, którymi się do tej pory bawiły i np. misia z kołysankami do zasypiania - poczuły się jeszcze bardziej bezpiecznie u nas. 

Jeździmy do nich jakoś co 2 miesiące. Zawsze przed Bożym Narodzeniem - bo pomagamy Mikołajowi roznosić prezenty ;) Uwielbiam widzieć radość w oczach obdarowanych. W tym roku dwóch chłopców sprawiło mi ogromną...jeden maluch - biologiczny wnuczek Pani Aliny, który ma mnóstwo zabawek, ale ogromnie ucieszył się z robota, którego dostał od nas - krzyczał na cały regulator;). I Jasiu, chyba 10 latek (nie jestem pewna, jest wysoki;)), który dostał piłkę  do nogi, a sam gra dużo, nawet jest w drużynie w szkole. Tak się do mnie przytulił i trzymał mnie długo, że o mało się nie popłakałam, ze wzruszenia... To piękne chwile, które by nas ominęły gdybyśmy zrezygnowali z kontaktów z nimi...

Zawsze cieszą się z naszego przyjazdu... jest dobry obiad i ciasto...dzieciaki szaleją po domu, a gdy jest pogoda w ogrodzie, a my odpoczywamy:). Rozmawiamy o tym co u nas i co u nich. Czasem radzimy sobie wzajemnie w rożnych sprawach.  A najbardziej cieszy mnie widok zadowolenia w ich oczach... jestem wtedy dumna, że nie zawiodłam ich zaufania...że mogę za każdym razem uspokoić ich serca...wiedzą, że podjęli dobrą decyzję, choć łatwa na pewno nie była. 

Są taka dodatkową rodziną, ciocią i kuzynami, z którymi chętnie spędzamy czas. W wakacje dziewczyny były tydzień u nich - jak to u wujostwa;), potem dwie dziewczyny od nich przyjechały na tydzień do nas. Jedne i drugie dzieci miały dodatkowe wakacyjne atrakcję.  

Niektórzy pytają się, czy nie boimy się, że dzieci będą zbyt przywiązane do tego co było i do tych ludzi. Czy to nie spowoduje, że będą miały słabsza więź z nami.... Uważam to za bezpodstawne lęki. Przecież nie ma limitu na miłość w naszym sercu. Możemy kochać tyle osób ile zechcemy. I ta wszystkie najbardziej na świecie...gdyby tak nie było jak mogłyby nas tak łatwo i szybko pokochać???  Będą kochać mamę i tatę i bacie i dziadka i wszystkie ciocie i wujków tych prawdziwych i tych nie do końca jeśli tylko oni będą kochać je.... 

Jeśli spotykamy na naszej drodze dobrych ludzi to zawsze warto utrzymywać z nimi kontakt..niezależnie od okoliczności w jakich się spotkaliśmy. 


Komentarze

Popularne posty