Czas wolny cz.II - na pogodę :)


Jestem z tych niedobrych mam, które uważają, że jeśli tylko pogoda i czas pozwala dzieci mają spędzać czas wolny na polu (tak na polu, pochodzę z południa Polski;))... Nawet ostatnio Zuzka pytała wracając z przedszkola " A dziś też nas wygonisz na pole mamo?"... z wyraźną radością przyjęła moje potwierdzenie:) Asia czasem miewała "fochy" i chciała bawić się w swoim pokoju lub prosiła o tablet... ale nie dawałam za wygraną, mówiąc, że jeśli woli nudziarskie i nie zdrowe zabawy to proszę bardzo, ale je idę na pole z dzieciakami... i wymiękała, nikt w końcu nie chce być nudziarą... W końcu przywykła i teraz sama rwie się na zewnątrz. Mamy wielkie szczęście (okupione ciężka pracą, ale szczęście) posiadania ogrodu. Nie jest wielki i w sumie dość nie układny - bo wąski na 3 metry, a długi na 33... Boski dal dzieci! Na samym końcu zrobiliśmy plac zabaw. Dzieci mają poczucie wolności - w końcu są daleko od domu, a nadal w bezpiecznej otoczonej wysoka siatką i widoczną z okien kuchni i salonu przestrzenią... Poza tym samo to wymusza ich aktywność - przecież powiedzieć coś mamie trzeba co kilka minut - i tu bieg 30m w jedną i 30m w drugą stronę:) Poza ty da radę pojechać rowerem czy hulajnogą... także na co dzień, po szkole i przedszkolu gdy tylko nie bije żabami tam łobuzy wyganiam, jak mogę to do nich dołączam, jeśli nie gotuję obiad zerkając przez okno...


W weekendy (zwykle dyżuruję w piątki, tylko 1 sobota/miesiąc, więc weekendy mam "wolne") organizujemy czas na świeżym powietrzu jak tylko się da. Zimą są sanki, bałwany, bitwy śnieżne i turlanie się po śniegu z robieniem orzełków... Ludzie patrzą na nas rodziców jak na wariatów jak ganiamy za dziećmi z ogromnymi kulkami ze śniegu - jakoś nie mogąc ich trefić albo znienacka padamy na śniegową połać i machamy kończynami, a dzieci się z nas zaśmiewają do rozpuku i padają zaraz obok. Czasem słyszę teksty, że przemokną i się przeziębia... przemoknąć się zdarza... ale nigdy się nie przeziębiły od tego - za dużo ciepła w takim wariowaniu wytwarzają, a potem do auta i do domu na gorącą herbatę owocową... 



W innych porach roku często odwiedzamy piękny i duży park w pobliżu naszego domu, są tam fantastyczne ścieżki w sam raz na rowery, hulajnogi, biegi czy po prostu spacer. Piękne drzewa w tym kasztanowce i dęby  - gdzie jesienią zbieramy skarby do prac plastycznych. Są stawy, gdzie topimy chlebową marzannę i karmimy kaczki. Jest też fantastyczny plac zabaw, gdzie zwykle kończyny naszą wizytę. 



Kocham spacery i zwiedzanie. Dlatego często wybieramy spacery z atrakcjami - np. szukanie lwów w mieście z nagrodami:), wizyty w ZOO i spacery z gonitwami i wyścigami po leśnych zakamarkach. Z racji mieszkania nad morzem nie omijamy również plaży - latem dla budowli z piasku i pluskania się w morskich falach, w innych porach roku dla spacerów z pięknym widokiem, poszukiwaniu i liczeniu statków, łabędzi i mew.  Wszędzie wokół wyszukujemy czegoś niezwykłego i zamieniamy maszerowanie we wspaniała przygodę. 





Jeśli dzieje się w mieście coś fajnego, staramy się to wykorzystać! Wpadamy na miejskie festyny, wystawy czy warsztaty. Korzystamy z możliwości poznawania różnych zawodów, pojazdów czy zwierząt. Zawsze znajdzie się coś atrakcyjnego, jeśli się dobrze poszuka. Tłumy i kolejki nas nie przerażają. Ćwiczymy cierpliwość i posłuszeństwo - dzieci wiedzą, że jeśli odejdą od nas lub zaczną narzekać zrezygnujemy - a atrakcje wybieramy niezwykłe, więc warto się poświecić:) 



Są też wycieczki i podróże. Czasem po prostu w weekend, czasem w taki dłuższy no i w wakacje. Staram się zaszczepić w dzieciach tą pasję do zwiedzania, którą mi przekazali dziadek i mama... Przecież daje ona ogrom przyjemności i znakomicie, bez wysiłku poszerza wiedzę... Odwiedzamy miasta, miejsca niezwykła, muzea - tak muzea! Jeśli rodzic jest zafascynowany artefaktami wykopanymi gdzieś spod ziemi i ekscytuje się kawałkiem ceramicznej skorupy - to wierzcie mi i dziecko zacznie... moje już złapały bakcyla;) i pytają często kiedy pójdziemy znów do muzeum... Wybieramy też różne środki transportu - dzieci chcą pojechać pociągiem, tramwajem czy trolejbusem... nie koniecznie autem jak co dzień.  Czasem podróż jest długa i męcząca - jak do babci 10h jazdy...ale dzieci są zawsze poinformowane ile potrwa i jakie atrakcje czekają na nie gdy wytrzymają, zawsze decydują się na poświecenie..i nie specjalnie marudzą w samochodzie, nawet po kilku godzinach jazdy... 






W zeszłym roku polecieliśmy na urlop do Grecji. Korzystając z tego, że brat męża wówczas jeszcze mieszkał w Atenach postanowiliśmy je zwiedzić przed dalszym kilkudniowym pobycie nad morzem. Szwagier złapał się za głowę, że chcemy w upale (36-37st) łazić z maluchami (2,4,6) po Atenach. Stwierdził, że nie damy rady, a z resztą one przecież nie będą chciały. Zmęczą się i nie ogarną.... No, ale on nie znał naszył łobuzów! Były zachwycone! Uzbrojone w jasne, przewiewne ciuchy,  nakrycia głowy, okulary przeciwsłoneczne i krem z filtrem 50 z pasją jeździły na dachy autobusu turystycznego, wspinały się po stromych wzgórzach i uliczkach i wędrowały po parku by zobaczyć kolejny piękny budynek czy pomnik... Pochłaniały przy tym jak i my hektolitry wody - Ali nauczył się mówić słowo "pić" ;) Wracały zmęczone, ale zadowolone... po 20 min odpoczynku były znów w świetnej formie:). W tym roku wybrały wyprawę w góry - jedziemy do Zakopanego. Już trenujemy treking, by potem nikt nie marudził i wszyscy wrócili uśmiechnięci! 



Nie jest ważne gdzie i jak będziemy spędzać czas na świeżym powietrzu z dziećmi. Ważne, żeby było go jak najwięcej i by stał się rodzinną rutyną i przyjemnością. Rozejrzyjcie się wokoło, na pewno znajdziecie mnóstwo atrakcji i czarodziejskich miejsc. Wzbudźcie entuzjazm w sobie, a wasze maluch pójdą za wami i też poczują tę moc!  




Komentarze

Popularne posty