Kiedy powiedzieć dziecku o adopcji?


Wiele osób się zastanawia kiedy i jak to zrobić... i choć wydaje się to trudne i wywołuje wiele emocji rozwiązanie jest tylko jedno - zawsze!!!

Ale jak to zawsze? Ano tak po prostu... Czy rozmawialiście kiedyś ze swoim dzieckiem o tym jak to było gdy się urodziło? O tym jakie było super? Jak bardzo je pokochaliście i to od pierwszego wejrzenia? Pewno wielu z was tak robi... no i my też...

Bardzo lubimy przeglądać nasze wspólne zdjęcia. Wtedy właśnie opowiadamy sobie jak to było jak się pierwszy raz spotkaliśmy, co robiliśmy i co czuliśmy.  Dziewczynki pamiętają to spotkanie, więc dodają dużo od siebie. Mały poznaje te fakty na nowo. Kiedyś Zuzia pięknie podsumowała cała sytuację: " Mamo, my kiedyś mieszkaliśmy u cioci Aliny, tam bawiłyśmy się z Martą, Bartkiem
i innymi, jedliśmy i spaliśmy, a potem w przyjechaliście, tak pogadaliśmy, pogadaliśmy i zabraliście nas do siebie" :) 

Poza tym jak już pisałam utrzymujemy stały kontakt i odwiedzamy rodzinny dom dziecka, w którym spędziły 1,5 roku zanim się spotkaliśmy. To był ich dom przez sporą część życia i nie można o nim zapomnieć - to tez ułatwia sprawę, bo wiedzą, że tam wcześniej mieszkali - czyli nie od zawsze byli u nas. 

Rozmawiamy też o tym "na zewnątrz". Gdy tylko podjęliśmy decyzję o adopcji powiedzieliśmy o tym wszystkim znajomym i rodzinie. Wszyscy z nami przezywali kolejne etapy. Jedni co prawda pukali się w głowę;) - wariaty chcą wziąć troje dzieci na raz;)... inny trzymali kciuki, kolejni podziwiali, ale wszyscy wiedzieli i widzieli cały proces. Nikogo to nie zaskoczy. Mówimy o tym do nich w obecności dzieci - więc jest to dla wszystkich wokół jasne, ze dzieci wiedzą i oni tez mogą swobodnie z nimi o tym rozmawiać, gdyby było trzeba.  

W przypadku Asi konieczne było poinformowanie szkoły, bo zapisywałam ją tam gdy nie była prawnie jeszcze z nami związana i miała nawet inne nazwisko (choć mój urok osobisty sprawił, że nie tylko zdołałam zapisać do szkoły "nie moje" dziecko, ale i sprawić by w dzienniku było nasze nazwisko choć legalnie otrzymała je kilka m-cy później;) - szaleńców lepiej dobrze traktować hihi). Powiedziałem tez wychowawczyni, bo Asia wówczas i mnie i panią Alinie nazywała mama, więc chciałam, żeby się nie dziwiła, że są dwie mamy. Podobnie w wywiadzie logopedycznym i lekarskim było to nieodzowne - bo nie znam, jej przeszłości tak do końca. Z resztą przecież to prawda i raczej powód do dumy i radości niż wstydu. 

Na kursie przygotowawczym do adopcji, było takie ćwiczenie, które miało nam uświadomić, dlaczego trzeba dziecku mówić od razu i nigdy tego nie ukrywać... szczerze powiedziawszy trochę je popsułam;). Odgrywaliśmy z mężem rolę rodziców adoptowanej ośmiolatki - grała ją inna uczestniczka kursu. Zapytała: "Mamo czy adoptowana to brzydkie słowo?" Odpowiedziałam, że oczywiście, że nie. Wręcz przeciwnie. Oznacza dziecko, które stało się największym szczęściem dla rodziców, którzy nie mogli go urodzić..oznacza kogoś kto samą swoją obecnością daje szczęście i jest źródłem miłości..." Koleżanka o mało nie dała się udobruchać moim tłumaczeniom...  (a miało być tak, że dziecko nie zrozumie czemu mu nie powiedzieliśmy o tym wcześniej;)) ...wynikło z tego tylko jedno - jeśli tak pięknie być adoptowanym - to po co ktokolwiek  miałby to ukrywać? Lub o tym nie mówić? 

Dziecko adoptowane to przecież nasze dziecko!!! Nasze nie tylko w papierach, ale przede wszystkim w naszym sercu. Dlatego, gdy w odwiedzinach u matki koleżanki Asi, jej siostra zapytała jak ja dałam radę urodzić troje dzieci i zostać chirurgiem od razu powiedziałam, że nie rodziłam...no i nie chciały uwierzyć, że to nie są moje biologiczne dzieci..."przecież są takie do was podobne"...

Gdy czytałam dzieciom opowieść o Mojżeszu w Biblii dla dzieci - o tym jak matka by go chronić puściła go  na wodę i jak córka faraona go przygarnęła, dziewczynki pytały czemu tak zrobiła. Powiedziałam, że go kochała i chciała jego dobra - uratować mu życie. Wywiązała się dyskusja czemu zabrano je od tej pani, która je urodziła. Asia sama powiedziała, że po to by się nimi lepiej opiekować. Powiedziałam, że niektórzy ludzie mogą urodzić dzieci, ale nie potrafią się nimi zajmować. Nie potrafią poświecić im dość czasu i uwagi, bo inne sprawy jak np. zabawa i pice alkoholu bardziej ich zajmują. Asia powiedziała, że to dobrze...bo są tacy ludzi jak ja, co są dobrymi rodzicami, a nie mogą urodzić dzieci... aż się ciepło w środku zrobiło... 

Jest wiele okazji, gdzie ten temat wypływa. motyw adopcji jest przecież w wielu bajkach i filmach. Najważniejsze, to w swojej głowie zafiksować to jako coś zupełnie normalnego. Tak jakby całe przygotowanie to była ciąża, a pierwsze spotkanie taki nasz poród....przecież ludzie rozmawiają o tym zupełnie naturalnie - i tu też tak być powinno. 

Moje dzieci są dumne, że są adoptowane. Są dumne, że je wybraliśmy. Dumne, że pierwsze spotkanie z nimi było jednym z najszczęśliwszych dni w naszym życiu. I nikt im nie wmówi, że jest inaczej... prędzej oberwie;) i o to chodzi!!!






Komentarze

Popularne posty