Czemu ona tak robi? Przecież zna zasady!.... Czyżby?..


Dzisiaj miałam powtórzyć koledze jedno zdanie na prośbę koleżanki... zapomniałam. Mój mąż miał mi wysłać smsa z informacją czy mamy dość potrzebnego leku czy też mam kupić ( w końcu jutro wolne)... zapomniał. Miałam podejść za 5 min do opatrunku u pacjenta.. zapomniałam. No bo tyle przecież mamy na głowie.... ciągle ktoś coś chce, coś pokazuje, coś trzeba zrobić, coś sprawdzić...


Mamy w domu pewne zasady. Np. jest reguła kąpielowa - dzieci mogą się pluskać w naszej dużej wannie pół godziny, ale nie mogą się tam bić, wylewać wody na zewnątrz, rzucać zabawkami czy same puszczać wody (nigdy nie wiadomo jaka poleci). Reguły te obowiązują od początku. I co z tego? Co jakiś czas, któreś robi wszystko dokładnie odwrotnie.. 
Mój mąż przeżywa. - Przecież już im tyle razy mówiliśmy co i dlaczego.  Że tak nie można, bo może się komuś coś stać, no i przecież wiedzą, że jak łamią zasady to muszą wyjść z wanny przed czasem. 
- A mówiłeś im o tym dzisiaj? Przypomniałeś zasady? Powiedziałeś jakie są konsekwencje?
- No przecież już powinny to pamiętać...

Miałam być na diecie, ale kolega zaproponował pół pączka... w końcu pół tylko..zjadłam. Wiemy, że ograniczenia prędkości na drogach są po to by było bezpieczniej, ale tak kusi wypróbować jak szybko rozpędzi się nasz samochód... Mój mąż ma duże problemy żołądkowe na drugi dzień po wypiciu nawet nie takiej dużej ilości alkoholu, mimo to zdarzyło mu kiedyś się na imprezie firmowej napić się więcej, świetnie się bawił, na drugi dzień wymiotował 5 godzin....musiałam mu podłączyć kroplówkę, bo nie mógł przestać... 

Był dość ciepły dzień, ale jednak majowy. Przed 18-stą włączyliśmy podlewanie ogrodu, bo było bardzo sucho. Zaczęliśmy od części najdalej domu, żeby dzieci mogły się jeszcze chwilę pobawić w części bliższej, zanim podam obiad. Było ponad 25 stopni, a maluch bardzo podekscytowane lejącą się w górę wodą.. pozwoliłam im 2x przebiec pod zraszaczem i trochę się pomoczyć. Potem powiedziałam dość. Zostańcie tu na słońcu i wyschnijcie... weszłam do domu kończyć przygotowanie obiadu. Mąż został w ogrodzie. Po chwili wszedł do mnie na chwilę coś mi powiedzieć. Były same jakieś 5 min. Zuzia wlazła w ubraniu oczywiście pod strumień zraszacza. Zawołała też Alusia. Przemoczyła się na wylot... Ali prawie, bo później tam wlazł i stwierdził, że woda jest za zimna... Wściekłam się, że nie posłuchali... zanim ich powycierałam i się przebrali nawrzeszczałam na nich. Dlaczego nie słuchają! Przecież mówiłam dość! 
Gdy się uspokoiłam zrozumiałam, że przecież wcześniej im pozwoliłam...przecież pokusa była za silna...

Gdy wracam do domu po dyżurze, gdy w nocy spałam tylko kilka godzin często robię z igły widły. Potrafię nakrzyczeć na dzieci za to, że za głośno mówią lub jeżdżą autkami. Wtedy też zdarzają się kłótnie z mężem. On za to po całym dniu z dziećmi gdy mnie nie ma też traci do nich cierpliwość, a mi normalnie robi na złość i dokucza słowami.. 

Ali ostatnio popołudniu najpierw popchną Asię, a potem wjechał rowerem w Zuzię. Wyrywał im zabawki i twierdził, że wszystkie są jego. Potem ugryzł Asię w wannie w plecy, bo nie chciała się przesunąć. Podczas wieczornego czytania wrzeszczał, biegał i tarmosił dziewczynki. Nic nie dawały ostrzeżenia i tłumaczenia. Posadzony do kąta płakał i darł się wniebogłosy. Tulony bił i odpychał. Wszystko było nie tak. Dwa dni wcześniej nie spał w dzień, a zwykle śpi 2 godziny dziennie...  

Gdy poznajemy na naszej drodze życiowej nowych ludzi, obserwujemy ich, przebywamy w ich towarzystwie, rozmawiamy często się od nich uczymy i przejmujemy pewne zachowania. Może to być oczywiście pozytywne, ale i nie do końca. Na studiach poznałam przyjaciółkę, która nauczyła mnie utrzymywania porządku, prania i sprzątania. Ja ją chodzenia w sukienkach i noszenia innych kolorów niż czarny, no i chyba tego, że nie zależnie od wszystkich burz życiowych nie będzie sama..bo od tego są przyjaciele. Ale bliska mi osoba, inteligentna i z wyższym wykształceniem pod wpływem rodziny małżonki uwierzyła, że nowotworem można się zarazić... i trzeba unikać osób chorych na raka.. Dopiero po awanturze jaka zorganizowałam podpierając się autorytetem lekarskim przeszło...

Asia chodzi do szkoły. Ma dużo koleżanek. Są takie, które się dobrze uczą, lubią czytać, są miłe i rozsądne. Ich rodzice stawiają im granice i wyciągają konsekwencje. Są też i takie, które nic nie muszą. Jedzą co chcą - głównie słodycze, robią co chcą, i mają dużo fajnych drogich rzeczy. Dostają co tylko zechcą. Ich rodzice uważają, że muszą się wyszaleć, bo to dzieci. Przecież, nie mogą im odmówić jakieś zabawki, bo tak ładnie proszą - po co miałyby czekać na okazje, jak ich stać. I co z tego, że słabo czytają i mają kiepskie stopnie, przecież mają, jeszcze czas. Chodzą za to na basen i na plac zabaw popołudniami i jeżdżą na wyjazdy zagraniczne w roku szkolnym. 
Te pierwsze są fajne, ale te drugie mają dużo nowych interesujących rzeczy.. mają też dużo do opowiadania o swoich przygodach... są jakby fajniejsze.. I one mówią: Co ty nie jesz słodyczy w tygodniu? Twoja mama jest dziwna, moja mi sama je kupuje. Ty robisz zadania zaraz po lekcjach i czytasz? Moja mam zabiera mnie na basen i na zakupy! Jeśli ci się coś podoba to musisz czekać na urodziny czy mikołaja, albo być grzeczna i uzbierać kropki? Moja mama kupi mi co zechcę!
Asia od czasu do czasu ulega tym wpływom. Zaczyna pyskować, bo przecież to my jesteśmy ci niedobrzy... kłamie...bo jak inaczej uzyskać taki luz? ... staje się agresywna dla rodzeństwa, gdy my ich chwalimy za coś.. nie wykonuje poleceń - przecież jej koleżanki nie muszą... i histeryzuje przy zadaniach domowych i czytaniu... 
Ale jest na szczęście punkt zaczepienia... nie je słodyczy w tygodniu... nawet jak właśnie te koleżanki ją częstują. Asia wie czym to grozi. Miała próchnicę. Kilka zębów do leczenia. Odkąd pilnujemy diety, zęby przestały się psuć. Poza tym pani dietetyczka, pani doktor i wychowawczyni chwaliły ją za pełnoziarnisty chleb, warzywa i owoce na drugi śniadanie... 
I tak trwa w tej biednej głowie walka... bo mama miewa racje..ale te inne mamy są inne... lepsze? Może nie. Ale wolność nawet bezmyślna jest tak atrakcyjna...

Tak dzieci czasem jakby zapominały (prawdopodobnie faktycznie zapominają) o zasadach, robią wszystko "nie tak", jakby chciały być złośliwe, nagle stają się nieposłuszna, niemiłe i nie okazują innym szacunku. Jeśli jest to chwilowe, epizod, zastanówcie się czy dziecko nie jest aby zmęczone, spragnione lub głodne. A może zaczyna się jakaś choroba. Może też pokusa była zbyt silna dla ich małej silnej woli..a was akurat nie było obok, by ja wzmocnić.. Jeśli trwa to dłużej zastanówcie się jakie mogą być przyczyny. 
Pamięć małego dziecka (do 6-7 r.ż.) jest mimowolna. Potrafi zapamiętać dużo, ale nie dlatego, że chce..tak po prostu. Łatwo mu więc zapomnieć, a w zasadzie w ogóle nie zapamiętać "niewygodnych i nieatrakcyjnych" zasad domowych i społecznych. Około tego 6-7 r.ż. zaczyna rozwijać pamięć dowolną, ale ma też w związku ze szkołą tak wiele do zapamiętania, że może po prostu nie zaprzątać sobie głowy regulaminem. 
Po tych wszystkich różnoczasowych przejściach z dziećmi w ostatnim czasie postanowiłam nasz regulamin wewnętrzny sformalizować. Usiedliśmy razem przed arkuszem i dzieci - tak właśnie one! - wymieniały zasady, które miałam zapisać. Miały to być takie reguły, które pozwolą każdemu być dobrym i zdrowym człowiekiem. Nawet Ali dodał, że nie wolno rzucać i niszczyć... Ja tylko formalizowałam i ubierałam w słowa ich pomysły i zapisywałam. Potem wszyscy - my rodzice też!- podpisaliśmy go jednocześnie deklarując, że zrobimy co w naszej mocy, by tych zasad przestrzegać.  Regulamin wywiesiliśmy w widocznym miejscu. Od tego czasu jest lepiej. Asia też się poprawiła. Teraz rozumie, że postępować ma nie wedle tego co mówi mama... ale  wedle reguł, które ustaliliśmy wspólnie. To nie są zasady mamy i taty.. to zasady, każdego z nas. A gdy ktoś je łamie to prowadzi się delikwenta przed regulamin, czyta odpowiedni punkt i wskazuje podpis własnoręczny... potem zostawia pod tablicą na kilka minut by przemyślał swoje postępowanie i oczekuje przeprosin i poprawy oraz poniesienia ew. konsekwencji np. zepsuł zabawkę, to jej nie ma, zepsuł czyjąś to musi oddać tej osobie jakąż swoją.. no i nie dostaje kropki.. 

Ale najważniejsze jest, by nie zacząć myśleć, że dziecko jest złe, niegrzeczne, okropne... ale pomyśleć czemu zachowuje się tak, a nie inaczej i problem rozwiązać - wspólnie z dzieckiem! :)

Komentarze

Popularne posty