Mamo, nie chcę iść do szkoły, bo koleżanki mówię o mnie źle - poczucie własnej wartości



Asia była aż 4 lata w rodzinie biologicznej. Przeszła wiele...za wiele dla dziecka. Niby nic nie pamięta...nie chce pamiętać. Jednak wszystko pozostawia ślady... Brak realizacji potrzeb dziecka, nawet tych najbardziej podstawowych - karmienia gdy głodne, pojenia gdy spragnione czy ogrzania gdy mu zimno, sprawił, że nie potrafiła zbudować prawidłowego poczucia własnej wartości... Bo skoro mama cię nie karmi - to znaczy, że nie jesteś tego warty... Skoro nie obchodzi ją, że ci zimno - to co ty znaczysz? Jeśli cię bije za byle co - to jesteś nikim.... 

Potem trafiła do rodzinnego domu dziecka. Pani Alina stawała na rzęsach by było jej dobrze. By się nie bała. By wszystkie te podstawowe potrzeby spełnić. By dać poczucie bezpieczeństwa i miłość. Asia była w sumie jej oczkiem w głowie. Widziała ja jednak w tych najgorszych chwilach... gdy uciekała pod łóżko, biła, krzyczała i płakała. Z tej chęci otoczenia jej opieką zrodziła się trochę nadopiekuńczość. Rozumiem to, ona potrzebowała ogromnego wsparcia i je dostała. Z reszta jako 4 latka nie potrafiła mówić. Zaczynała z wielkim opóźnieniem. Dbano więc o nią. Myto, ubierano, czesano, gdy trzeba karmiono, tulono, całowano. Bardzo kochano..ale ciut za mało wymagano. 

Gdy się poznaliśmy, Asia była przestraszoną i zagubioną dziewczynką. To Zuzka ją do nas przyprowadziła. Potem zamieszkała u nas. Myślę, że dość szybko zrozumiała, że to jest już jej dom i my też jesteśmy dla niej na zawsze. Z dnia na dzień szła do przodu. Już po tygodniu gdy poszła do szkolnej zerówki była dużo bardziej pewna siebie. W domu czuła się bezpiecznie. Nie tylko wiedziała kiedy będą posiłki, pora kąpania i snu. Nie tylko wiedział, że ja przytulimy, a tata wręcz się nad nią rozpłynie. Wiedziała, że ma dom i rodzinę taką sama jak jej koleżanki. Nie oznaczało to jednak, że jej poczucie własnej wartości błyskawicznie doszło do normy... o nie..

W domu narzuciliśmy jej obowiązki (jak wszystkim). Na początek miała sama się ubierać i ścielić łóżko. Sama podcierać pupę. Sama wycierać się ręcznikiem. Miała 5,5 roku i uznaliśmy, że pomimo późnego startu rozwoju da radę. Początkowo bardzo jej się to nie podobało. Ale w krótkim czasie, gdy okazało się, że wszystko to potrafi i z wszystkim sobie poradzi poczuła się lepsza... Gdy jej się udawało chwaliliśmy ją. Gdy nie szło, mówiliśmy jak to zrobić i , że da radę. Potem zaczęła się sama myć. Myć włosy. Pomagać pilnować młodsze rodzeństwo. Podawać do stołu. Sprzątać swój pokój. Od niedawna robi rano tacie herbatę. Gdy pierwszy raz jej to "zadała" była ogromnie podekscytowana. Przygotowała kubek i torebkę mięty.  A potem sama wlewała wrzątek z czajnika (oczywiście przy mojej asyście). Była dumna, że zrobiła to dobrze. Teraz zerka na mnie czy ją pilnuję gdy to robi, a ja udaję, że nie patrzę;). Wie, że potrafi. Wie, że ufam, że nie zrobi czegoś głupiego. To sprawia, że czuje się lepsza.

W szkole nie odstaje wiedzą od rówieśników. W gadulstwie ich nawet przegania;). Zapisałam ją do kilku kół zainteresowań. W kole plastycznym może "się popisać", bo pięknie rysuje i wykleja. W kole przyrodniczym czuje się dobrze, bo uwielbia zwierzęta i przyrodę. Myślę, że czuje się też dzięki temu bardziej związana ze mną..zawsze lubiłam biologię i całą naturę.. Do koła teatralnego zapisałam ją z dwóch przyczyn - by ćwiczyła mowę - ma wadę wymowy, a powtarzanie dość trudnych kwestii to świetne ćwiczenie oraz by budowała pewność siebie i poczucie własnej wartości. Przy pierwszym przedstawieniu trudno jej było na scenie, miała tremę, wstydziła się, mówiła dość cicho. Jednak powtarzane próby i to, że drugą rolę dostała dużo bardziej ambitną i trudną - oczywiście nie omieszkałam jej tego powiedzieć i okazać jak bardzo jestem z tego dumna, sprawiły, że dzisiaj nie było śladu tremy w jej oczach, mówiła głośno - głośniej od innych dzieci i płynnie. Ja miałam dyżur... musiała poprosić kolegę o zastępstwo na czas przedstawienia. Gnałam jak mogłam... był okropny korek... nie wiedziałam co robić. Przecież nie mogłam zawieść mojej córeczki. Postawiałam auto jakoś w lesie. I ostatni kilometr przebiegłam... spóźniłam się 2 min..na szczęście jeszcze Asia nie weszła.  Widziałam jak szukała mnie wzrokiem, gdy wszyła na scenę i jak jej się zaświeciły oczy gdy zobaczyła mnie zmachaną, spoconą, ale obecną... 

Niestety codzienność nie ułatwia budowania poczucia własnej wartości. Trudno poczuć się dobrze, gdy trzeba ostro trenować czytania..a idzie kiepsko... Tu trzeba dużo siły rodziców... przetrwać, tłumaczyć, że będzie dobrze..jeszcze tylko trochę... A w końcu! W końcu sama przeczytała książkę.. Martynka najlepsze przygody.. i dotarło! Potrafię! Mama miała rację! Jeśli się postaram uda się.. Nie dawała mi mam forów... nie odpuszczała.. kazała powtarzać, nie zmyślać, skupić się, a potem zawsze mówiła - no widzisz jest coraz lepiej i będzie z każdym dniem.. i miała rację. 
Do tego dochodzą rówieśnicy. Cieszą się i ściskają Asię na powitanie. Ale potem.. no cóż. Są dwie dziewczynki, które są chude jak patyki - maja niedowagę.. Asia jest dokładnie w sam raz. Lubi je i chce się z nimi bawić. A one niestety wykorzystują to, że jej poczucie własnej wartości jest niższe niż ich. Nazywały ją grubą.. tłumaczyłam jej i pokazywałam na siatkach centylowych, że to nie prawda. Na chwile pomogło. Potem wróciło. Asia udawała w szkole chorobę. W domu wymuszała kaszel, aż zwymiotowała.. Wiedziała, że symuluje (w końcu medycynę skończyłam,...), ale zostawiłam ją w domu .. wszystko minęła jak ręką odjął. Porozmawiałam z nią. Dziewczynki znów ja źle traktowały.. Dały jej kanapkę, a gdy zjadła naśmiewały się, że jest teraz gruba i śmierdzi.. Swoja drogą... skąd w nich taka złośliwość?  Asia nie umiała sobie z tym poradzić. Razem ustaliłyśmy co zrobić. Podjęłyśmy decyzję, że porozmawiam o tym z ich wychowawczynią i niech ona spróbuje na nie podziałać. Stwierdziłyśmy, że na rozmowę z ich rodzicami jeszcze nie pora. Jeśli Pani nic nie wskóra to tak zrobimy. Asi znów pokazałam, ze jest idealnie szczupła, a one za chude. Pokazałam jej co je i ile to ma kalorii i wytyczne dla dzieci w jej wieku. Przeanalizowałyśmy w czym jest dobra, czego może nauczyć te koleżanki. Przede wszystkim pokazałam jej, że ona potrafi być dobra i miła dla innych, że potrafi ich szanować..nawet gdy sprawiają jej przykrość, że potrafi wybaczać. Nie musiałam mówić, że w tej kwestii jej koleżanki są daleko, daleko w tyle w stosunku do niej... sama to zrozumiała.. 

Wspólne i własne decyzje są ważne. Dzieci muszą wiedzieć, że ich zdanie się liczy. Od prostych rzeczy - razem ustalamy jadłospis - po zakupach dzieci decydują jakie danie z produktów, które kupiłam przygotujemy, w który dzień. Decydują jak spędzimy wolny czas. Gdzie pojedziemy na wycieczkę itp. Wybór jest zawsze ograniczony, ale ich. Asia chodzi do szkoły. O ile o umiejętność czytania i pisania walczyłam jak lwica, to teraz daję jej wybór. Gdy przygotowuje się na sprawdzian, ćwiczy czytankę czy wiersz po prostu pytam jaka chce dostać ocenę i czy jest gotowa poświęcić odpowiednią ilość czasu i wysiłku by to osiągnąć.. Potem pomagam i stawiam wymagania adekwatne do podjętej przez niej decyzji.. a gdy marudzi mówię, że przecież tego chciała, więc niech zdecyduje... wierzcie mi, że to najlepiej skutkuje.. a jak potem przyniesie tą ocenę, jaka chciała to duma ją i mnie rozpiera.. 

Gdy byłyśmy w jej dawnej zerówce na dniach otwartych, bo Zuzia teraz idzie tam właśnie, nauczycielki, które znały Asię niecały rok wcześniej powiedziały, że jej nie poznają. Nie z wyglądu, ale z pewności siebie, łatwości nawiązywania kontaktów i swobody wypowiedzi. Było to miłe, choć wiem, że daleka droga przed nami.. 

Dlatego nadal zamierzam:
- kochać
- szanować
- chwalić
- wymagać
- organizować wyzwania
- ufać
- prosić o pomoc
- pozwalać na podejmowanie decyzji
...

Komentarze

Popularne posty