5 niezawodnych sposobów by bezkarnie zabijać swoje dzieci


  
Zauważyłam, że w naszym społeczeństwie dużym zainteresowaniem cieszą się metody mające na celu skrócenie życia następnego pokolenia. Może to z obawy o przeludnienie i miejsca pracy, a może za karę, za złe zachowanie? Albo z zazdrości - bo niby czemu one miałby żyć lepiej i dłużej niż my? W każdym razie zgodnie z trendami postanowiłam ułatwić wszystkim zainteresowanym poszukiwania metody idealnej i zebrałam 5 podstawowych tutaj - z opisem, zaobserwowanymi przykładami, ewentualnymi grupami wsparcia oraz efektami.

 

1. Trucie wziewne

Wydawało mi się, że ten sposób przestał być popularny i poszedł jak to się mówi do lamusa, ale nie. Owszem rząd nieco utrudnił zadanie wprowadzając zakaz palenia w lokalach gastronomicznych, szpitalach, szkołach itp. Jednak wokół widać osoby, które doskonale zaadaptowały się do tej sytuacji. Można palić w domu przy dzieciach - ale firanki są brudne i ściany żółkną. Najlepszym sposobem jest palenie podczas ciąży - wtedy dzieciak nie ma możliwości ucieczki. Wada jest taka, że ciąża to tylko 9 m-cy i ekspozycja jest dość krótkotrwała. Co potem? Nachylanie się z fajką nad wózkiem podczas spaceru, czy palenie podczas karmienia to niektóre z zaobserwowanych przez mnie metod. Hitem jest palenie w aucie. To dzieci przypięte są pasami, a przestrzeń ograniczona - rewelacja, szczególnie panowie hołdują temu sposobowi. Grupę wsparcia mogą stanowić palący członkowie rodziny i znajomi. Wadą jest długi czas oczekiwania na efekty oraz obosieczność w/w broni - nam niestety też skraca życie, także trzeba te konsekwencje brać pod uwagę.

2. Trucie dojelitowe

 Ten sposób jest bezpieczniejszy - my przecież możemy odżywiać się zdrowo, a tylko dzieciom pozwalać na wszystko. Zwłaszcza gdy idą do szkoły - pakujemy na drugie śniadanie chipsy, batony i colę do picia. Od najmłodszych lat dosładzamy posiłki, by przyzwyczaić dziecko do cukru i potem po prostu załamywać ręce - on/ona nie chce nic innego jeść, a przecież jeść coś musi... Trzeba jednak uważać, bo dzieci niestety chętnie biorą przykład z rodziców.. także broń Boże nie jedzcie przy nich warzyw i owoców - bo jeszcze się nauczą! Jeżeli natomiast na nieszczęście poprosi o wodę do picia od razu proponujcie słodki napój! Gdy poprosi o jabłko ze straganu - zrugajcie, że przecież zaraz idziecie do McDonalda!. W tej metodzie grupą wsparcia wyjątkowo skuteczną są zwykle dziadkowie - zawsze można na nich liczyć, zwłaszcza jeśli im podpowiecie, że pociecha uwielbia budyń z masłem i kinderczekoladę.. Wady - spory koszt większych ubrań i ryzyko, że i wam spodoba się taki sposób odżywiania. Za to niezwykła zaleta - efekty choć stopniowe jednak widoczne gołym okiem! Np. w szkole mojej córki - na początku roku szkolnego było po jednej pulchniejszej osobie na klasę - a na zakończeniu zauważyłam minimum 3 ocierające się o otyłość. Metoda ta jest skuteczniejsza, gdy stosujemy ją razem z następną.

3. Bezruch kontrolowany

Jako, że dzieci są z natury ruchliwe w tym sposobie trzeba znaleźć coś co od ruchu je odwiedzie. Tu z pomocą przychodzi elektronika! Widzę niezwykłe efekty stosowania tabletów, komputerów i nieśmiertelnej telewizji! Trzeba tylko pilnować, by wypełniły one dziecku jak największą część wolnego czasu. Jeśli już uprze się, że chce iść na plac zabaw to trzeba pamiętać, by rozbić obóz jak najbliżej atrakcji - by nie musiało daleko chodzić. Warto też ubrać je zbyt grubo - jak będzie mu gorąco, nie będzie takie chętne do wysiłku fizycznego. Pamiętajcie też, by odpowiednio reagować na nagłe zrywy potomka: "Nie biegaj bo się spocisz!", "Nie tak szybko, bo się przewrócisz!", "Chodź spokojnie to babcia kupi ci lody!". Potem w szkole pojawia się problem wf-u... Trzeba koniecznie poszukać znajomego lekarza, który wyda zwolnienie z wf. Warto by powodem była astma - każdy odpuści dziecku, gdy tylko zacznie sapać...,a jak nie będzie zażywać ruchu to sapać zacznie na pewno - wierzcie mi widać to już w przedszkolu. Metoda ta działa skuteczniej w połączeniu z poprzednio wymienioną.

4. Wypadki kontrolowane

Jeśli natomiast się wam spieszy i nie chcecie czekać, aż tak długo na efekty to ten sposób jest dla was. Wystarczy od najmłodszych lat przechodzić z dziećmi przez ulicę w miejscach niedozwolonych. Ewentualnie prowadzić je przy samej ulicy - a niech pospaceruje po krawężniku. Wbieganie na przejście też jest dobrym sposobem - trzeba tylko dyskretnie się rozglądać, by samemu nie oberwać. Na parkingach pod centrami handlowymi puszczamy dzieci i pozwalamy 3-4 latkom iść samemu. Gdy pójdą do szkoły trzeba bardzo uważać i interesować się kiedy są zajęcia z policjantami czy strażą miejską - by broń Boże nie puścić w ten dzień dziecka na zajęcia! Potem pozwalamy dziecku samemu chodzić do szkoły. W wieku 7-12 lat piesi stanowią 80 % ofiar wypadków - najczęściej przechodzą w miejscach niedozwolonych lub wbiegają na przejście. Wada - skuteczność nie jest stu procentowa... wielu jakoś się udaje. Poza tym mogą niestety trafić na do-edukowanych kolegów - i wtedy fiasko. A wielu próbuje...

5. Niszczenie psychiki 

Ten sposób wydaje się być najłatwiejszy do przeprowadzenia - bo jest powszechnie stosowany. Do niedawna głównym nurtem w tej kwestii było stosowanie kar cielesnych. Ale efektywność była chyba zbyt niska, bo ilość osób je stosujących spada z 80-60% rodziców w przeciągu ostatnich 20 lat... Stała się ona metodą uzupełniającą. Sposób ten daje nieograniczone możliwości. No bo np. macie ruchliwego niejadka i dwie z powyższych metod już odpadają.... Ale można zawsze powtarzać mu - najlepiej gdy to dziewczynka, łatwiej idzie - jej, że jeśli zje za dużo to będzie gruba i brzydka, pokazywać zdjęcia wychudzonych modelek i zachwycać się nimi, samemu stosować diety (jak pójdą spać sobie odbijesz). Widać efekty tej pracy - dzieci już w pierwszej klasie martwią się swoim wyglądem i kontynuują naszą pracę nazywając innych grubymi - stąd już tylko krok do anoreksji lub depresji.. Bardziej powszechną metodą jest obniżanie poczucia własnej wartości. Można przecież zawsze być niezadowolonym z osiągnięć dziecka. Zapisać na kurs tańca - a po pokazie na koniec roku powiedzieć, że to były zmarnowane pieniądze, bo się nadal rusza jak słoń... Można wymagać zawsze wyższej oceny niż otrzymało. A jeśli ma same szóstki powiedzieć - co to za uczeń bez dwói.
Wszelkie prace, którymi dziecko się chwali komentować "mogło być lepiej", "po co mi to badziewie" itp. Nastolatkom opowiadać ile to się już miało dziewczyn/chłopaków w ich wieku. A w każdym wieku nazwać głupim, matołem itp. gdy popełni błąd - jakikolwiek, przecież to, ze to kłopot bez znaczenia nie ma żadnego znaczenia... 
Ważne też, by nie mieć dla dziecka czasu. Zawsze znajdzie się wymówka - praca, zmęczenie, obowiązki domowe...cokolwiek, byle powiedzieć "nie mam czau", "daj mi spokój".
Jedyna wada to, że nie można przewidzieć jaki będzie efekt - alkoholizm?, narkomania?, depresja?, złe towarzystwo i przestępczość? Trudno określić..ale skuteczność murowana. 


Mam nadzieję, że zorientowaliście się wszyscy, że wszystko to to sarkazm... niestety przytoczone sytuacje są prawdziwe... I wierzcie mi rozumiem, że każdy czasem popełnia błąd i robi "jednorazowo" lub "kilkurazowo" jakiś błąd i stosuje jakąś z w/w metod - mi też się zdarza, zwłaszcza nawrzeszczeć na dzieci, gdy  padam z nóg, a one broją. Napisałam to, bo zbyt wiele widzę wokół takich przykładów..i smutno mi.. Napisałam też po to, by każdy mógł wywołać w sobie refleksję i naprawić swój błąd... Jeśli taki "hard core" wam się podoba, podajcie dalej - może otworzycie jakieś oczy ...a potem serce!

Komentarze

Popularne posty