Nie zgadzam się na bezstresowe wychowanie i opiekuńczość


Mam dość rozwydrzonych dzieciaków, które wpychają sie przed moje w kolejce na zjeżdżalnie czy do mini zoo

Mam dość rozwrzeszczanego prawie 4 latka (kolejny raz) na Dniu Mamy i Taty w szkole Asi, który wrzaskami, stukaniem i tupaniem zagłuszał ciche głosy stremowanych i przez niego rozkojarzonych występujących dzieci i mimo to nie został wyprowadzony z sali...

Mam dość dzieci biegających wokół naszego stołu nakrytego talerzami, szklankami, kieliszkami i z flakonem na środku, podczas obiadu w reastauracji

Mam dość matek pozwalających swoim synom bić i gryźć siebie i młodsze rodzeństwo

Mam dość dzieci, które dla poprawy własnego poczucia wartości wyzywają moje od grubych czy beznadziejnych i mamuś, które nie wierzą, że tak jest, bo ich dziecko przecież zarzeka się, że tak nie było..

Mam też dość rodziców ubierających dzieci w puchowe kurtki przy +18-20oC i tych zabraniających im biegać, skakać i bawić się jak dziecko z obawy przed upadkiem, przeziębieniem itp. 

Mam dość matek karmiących dzieci tylko słodkimi produktami "bo one nie chcą jeść nic innego, a przecież coś muszą"

Mam dość 5,6,7 latków ubieranych przez rodziców w przedszkolu i szkole
 
Mam dość tych narzekających na zbyt duże ilości zadań domowych i nauki, podczas gdy moja córka jest w stanie to wszystko ogarnąć i jeszcze zrobić z rodzeństwem jakąś prace plastyczną, wyganiać się na polu i ułożyć puzzle, a chodzi spać godzinę -dwie wcześniej niż koleżanki

Mam dość rodziców ubierających buty mojemu dziecku, gdy ja stoję obok i mówię "złap za język, poradzisz sobie"...


A wszystko to jest uzasadniane dwoma frazesami "wychowuję moje dzieci bezstresowo" i "ono jest takie małe i potrzebuje mojej opieki"....

A tak w ogóle to niby czemu ma być bezstresowo? Czy życie człowieka może być bez stresu? No już jak się rodzi to przezywa stres przeogromny! Mam pomysł trzeba przestać rodzić, to będzie bezstresowo. 
Potem stres co chwilę...bo pierwszy raz głodne, pierwszy raz ma mokro, pierwszy raz widzi inną twarz niż mamy, pierwszy raz wszystko... strach, upadki, ząbkowania, choroby, odpieluchowienie, żłobek, przedszkole, koledzy, spory, porażki, kłótnie, szkoła... stres ciągle stres. Nie da się go uniknąć. To część naszego życie i rolą rodzica w mojej ocenie jest nie unikanie sytuacji stresowych, ale nauczenie potomków jak sobie z tym radzić, by nie zwariować i iść do przodu...

Niedawno na FB rozgorzała dyskusja o "karnym jeżu" czy "pójściu do kąta", a także "tablicy motywacyjnej". Wiele osób twierdziło, że metody te są dla dzieci upokarzające, obniżają poczucie własnej wartości i ....stresują.
W naszym pięknym kraju ponad 50% rodziców stosuje kary cielesne i uznaje je, za dobrą metodę wychowawcza. 80% dorosłych nie uważa klapsa za bicie... ale posłanie to kąta to zło...
Znam rodzinę..chłopiec 1,5-2 latka gryzł mamę do krwi, ciągle. Naczytali się książek (to akurat dobrze) i chcieli wychowywać bezstresowo. W jakimś podręczniku była rada, by uczyć, że zamiast bicia i gryzienia dziecko ma głaskać... Tak go uczyli, że po roku matka była cała w bliznach, on przestał gryźć, bo jego młodsza siostra zaczęła spacerować po domu i na niej skupił uwagę. Bił ją tak, że gdy w odwiedzinach chcieliśmy zrobić wspólne zdjęcie wszystkich dzieci i on usiadł blisko niej wpadła w histerię. Chwilę później popchną ją tak, że przecięła wargę uderzając w podłogę. Miała rok...    
Mój syn na początku (1,5r.) gryzł mnie i opiekunkę, gdy słyszał nie. Odsuwałam go wtedy od siebie i nie pozwalałam podejść przez chwilę, mówiąc, że gryźć nie można, bo to boli i nie będzie u mnie jak będzie to robił.. płakał, krzyczał, stresował się. Przestał gryźć po 3 tygodniach. Ciągle się tuli i kocha...

Tak stawiam moje dzieci do kąta, gdy mocno łamią zasady. Tak mają tablicę motywacyjną i zbierają kropki i nie dostają ich gdy nie są grzeczne, a nawet tracą np. za kłamstwo. I nie uważam, by to było upokarzające czy pokazywało, że to ja mam władzę i jestem wyżej w hierarchii... Zasady ustaliliśmy razem! I dotyczą wszystkich. Za ich złamanie ponosimy konsekwencje, adekwatne do wieku!
Czy my dorośli nie mamy kar? No jak kogoś dorosłego uderzymy to co? Albo nam odda... albo poda do sądu, a wtedy sprawa, wyrok i kara... A jak nie przestrzegamy zasad ruchu drogowego - to mandat.. Pijany broi na ulicy - wytrzeźwiałka. Ponosimy konsekwencje swoich czynów - jak zwyzywamy szefa, won z pracy... jak dotkniemy gorącego - sparzymy się.. szalejmy za kółkiem- wypadek i ciężkie obrażenia ciała.. 
Może jesteśmy "sprytniejsi" od dzieci i częściej kar i konsekwencji unikamy...ale czy powinniśmy..hmm
Korczak pisał, że "Nie ma dzieci - są ludzie, ale o innej skali pojęć, innym zasobie doświadczenia, innych popędach, innej grze uczuć" - dlatego uważam, że powinny ponosić konsekwencje, a gdy nie ma naturalnych pójść do tego kąta czy stracić kropkę, albo dostać szlaban na TV..  a my mamy pokazać, że to normalne na własnym przykładzie. Dlatego już naszykowałam kasę do skarbonki za brzydkie słowa... bo w zmęczeniu mnie ponosi...a w regulaminie zapisaliśmy, że nie przeklinamy - ponoszę konsekwencję, a kasa pójdzie na cel charytatywny. 

Moje dzieci nie wpychają się w kolejki, bo ja się nie wpycham. Nie wydzierają się w kościele czy na przedstawieniu, bo ja pokazuję im jak należy się zachować i opowiadam za wczasu dlaczego. W restauracji zachowują się spokojnie nawet jak się trochę nudzą, bo wiedzą, że nie można innym przeszkadzać. Nie obrażają innych, bo rozumieją, że same nie chciałyby usłyszeć o sobie nic złego. Nie robią tego wszystkiego lub ustają w złych zapędach z jeszcze jednego powodu - wiedzą, że jak mam powie: jeśli nie przestaniesz to.... to dokładnie tak będzie. Wiedzą to dokładnie tak dobrze jak to, że jak powiem obiecuję to i to - to tylko śmierć i ciężka choroba, albo kataklizm są w stanie to zmienić. Niektórzy mówią, że na drugie mam konsekwencja;)

Aspekt drugi..
Pani rzucająca się na pomoc w zakładaniu buta mojemu synowi doprowadziła mnie do szału... nie przestała nawet, gdy powiedziałam: Proszę Pani on sobie poradzi, potrafi. Wiedziała lepiej. Musiałam wręcz odgonić ją kucając przy Alim, a on ubrał drugiego buta całkiem sam. Ja nie wiem czemu ludzie opiekę nad dziećmi przekładają na wyręczenia ich... No niemal widzę w oczach rodziców wokół te opinie o tym, że nie kocham czy jestem złą matką, bo "każę" samemu się ubrać, wspiąć czy starszym przeczytać jakiś napis.. Brak czapki przy +15oC czy szalika i rękawiczek przy +5oC wydaje się być prawie przestępstwem.. A już nie dawanie słodyczy w dni powszednie to w ogóle krzywda przeogromna.. Jak jak mogę.... A potem widzę 7 latka, któremu matka wkłada spodnie, a on krzyczy, żeby się pospieszyła... Przecież chcemy mieć samodzielne dzieci..to czemu je ograniczać? Pępowinę trzeba przeciąć..
A co jeśli się nie uda? Jeśli upadnie - dosłownie czy w przenośni? Będziemy obok by podać rękę i powiedzieć spróbuj jeszcze raz!

Chcę by moje dzieci umiały żyć z innymi ludźmi i potrafiły poradzić sobie ze stresem. Chcę by były samodzielne, odważenie i nie poddawały się po porażce. Dlatego nie zgadzam się na bezstresowe wychowanie i opiekuńczość.. według mnie powszechnie źle rozumiane...

Buziaki







 

 

Komentarze

Popularne posty