Pamiętnik z wakacji 2 - muzeum nie musi być nudne


Ostatnio w komentarzach do mojego wpisu pisano wiele o tym,  że dzieci nie lubią chodzić do muzeum, że ich to nie interesuje... Zupełnie tego nie rozumiem... zwłaszcza, że sprawa dotyczyła 5-6 latków, a zasadniczo w tym wieku większość dzieci lubi to co lubią rodzice.  Wystarczy tylko dobrze wybierać i nie przyjmować się, gdy coś nie przypadnie do gustu.. Rano gdy dzieci wymęczyły już porządnie psa babci, wygraliśmy się na krótki spacer zakończony lodami - dzieci ładnie zjadły śniadanie, a w trakcie urlopu dni słodyczowe mamy codziennie - odwiedzamy babcie i ciocie, po co je (i nas) stresować. Warunek jest jeden - zjedzone 3 główne posiłki. 





Potem muzeum. Centrum Dziedzictwa Szkła w Krośnie.  Po krótkim wprowadzeniu zeszliśmy do warsztatu hutniczego. Atmosfera była gorąca...nie tylko dlatego, że z rozgrzanego pieca pomimo klimatyzacji buchały gorące opary.  Dzieci jak urzeczone wpatrywały się w świecącą pomarańczowo-złota kulę płynnego szkła, którą hutnicy jak czarodzieje przekształcili w misternie wykonaną białą różę na zielonej łodydze z kolcami i listkami. 



Potem starsze i odważne dzieci mogły wycisnąć sobie w płynnym szkle medale, których gotowe schłodzone i wyszlifowane odpowiedniki dostały potem wszystkie maluchy. Pan przewodnik początkowo omyłkowo pominął Alusia, ale go zawołałam i gdy wręczył go małemu, ten skakał pod sufit z radości😉 i od razu pobiegł pokazać go babci i dziadkowi. W kolejnych salach można było zobaczyć nie tylko piękne i różnorodne szklane wyroby, ale dowiedzieć się jak się zdobi szkło - graweruje, maluje, szlifuje, tworzy witraże i piękne figurki ze szkła, które potem można sobie kupić w sklepiku. Jedynie Pan przewodnik, bardzo przejęty swoją pracą i posiadający ogromną wiedzę nie bardzo umiał przekazać informacje w sposób odpowiedni dla dzieci - choć stanowiły one prawie połowę zwiedzających.  Było więc tak, że gdy przynudzał Ali zaczynał biegać między ludźmi czy podskakiwać. W pewnym momencie Zuzia też do niego dołączyła... trzeba było zawołać całą ekipę, postawić na baczność i zlecić wykonanie 10 przysiadów i po komendzie "w tył zwrot " kilku ukłonów do Pań w recepcji. Metoda okazała się skuteczna w poskromieniu nadmiaru energii. 


Później poszliśmy przez rynek w stronę piwnic, gdzie zgromadzono m.in. zbiory szkła zdobionego fluorescencyjnie, czy ogromnego kalejdoskopu. Jednak nie było mi dane obejrzenie tych cudów, bo Ali (pytany 5 raz przed wyjściem z głównego budynku) w połowie drogi chciał siku...musiałam z nim zwrócić. Na szczęście w holu było akwarium, które skutecznie wypełniało małemu czas oczekiwania na powrót reszty rodzinki...zwłaszcza, że mógł ścigać się z rybkami przesuwając po szybie kupioną w sklepiku szklaną biedronką. Na szczęście Ali potrafi (jak chce) bawić się spokojnie i bez szaleństwa, więc nikomu to nie przeszkadzało

 

Z atrakcji poza muzealnych były zdjęcia z klombami - naziemne i po wspinaczce po stromej skarpie😁, przebiegnie pod kurtyną wodną, a wieczorem plac zabaw - najważniejsze, że  mama pozwoliła boso... 😉






Komentarze

Popularne posty