Pamiętnik z wakacji 5 - lekcja szacunku


Kiedy przed ślubem rozwoziliśmy zaproszenia do członków rodziny męża osobiście, wszyscy dziwili się, że przyjechaliśmy, zamiast po prostu wysłać list.. Dla mnie było to oczywiste. Rodzinę trzeba przecież znać i szanować... I właśnie tego chcę nauczyć moje dzieci. Nasz ślub odbył się w okolicznościach tragicznych i bez rodziny męża, ale nie chcę o tym tutaj dziś pisać..może kiedyś. Za to gdy po roku zorganizowaliśmy drugie wesele - byli praktycznie wszyscy. Potem w odwiedzinach u wielu z nich słyszałam, jak dziwili się i mówili, że to pierwszy raz jak wszyscy byli razem na weselu, a nie na pogrzebie. Wspominają to do dziś. Dlatego, gdy jesteśmy tu u mojej mamy na południu Polski odwiedzamy babcie, ciocie, wujków i dziadków tych żyjących i tych nie. Moja babcia, jedyna jaka mi pozostała, ma 82 lata. Dla moich dzieci jest prababcią i bardzo chciała, by odwiedziły ją w jej mieszkaniu na 4 piętrze w bloku bez windy;). Przygotowała kiełbaski duszone w cebuli (zrobiła wywiad co do smaków moich łobuziaków;)), kupiła ciastka i lody (pamiętajcie, ze wszystko to przyniosła ze sklepu 4 piętra niżej:)). Dla każdego miała po czekoladzie i żelkach. Na półce w jej sypialni dzieci z radością znalazły nasze i swoje zdjęcia, które kiedyś jej podarowałam. I choć na pewno zmęczyły ją swoją głośnością i aktywnością, nie sądzą by żałowała słysząc od Alusia "Kocham Cię bacia Henia"... 


Moje dzieci nie znają swojej przeszłości i nie wiadomo czy kiedyś ją poznają. Gdy skończą 18 lat i zechcą poznać swoje dawne nazwisko i ew. rodziców to im w tym pomogę, ale może to wcale nie być takie łatwe i mogą też nigdy tego nie chcieć. Nasze korzenie stają się teraz ich korzeniami. Jeśli moja mama jest ich babcią, to moi dziadkowie ich pradziadkami itd. Odwiedziliśmy dzisiaj grób ich prapradziadków. Ali bardzo się ucieszył, gdy Asia odczytała na nagrobku jego imię - prapradziadek też był Aleksander. Ustawiliśmy kwiaty, zapalili znicze, odmówiliśmy modlitwę. Oddaliśmy cześć i okazaliśmy szacunek naszym zmarłym. Nie krzyczeliśmy, nie biegaliśmy, wyrzuciliśmy śmieci do odpowiednich pojemników. Ali w rozpędzie oczyścił ze skoszonej trawy nie tylko nasz nagrobek, ale i dwa inne;). 


W pięknych okolicznościach przyrody, w ogrodzie przy cukierni zjedliśmy ciastka z moimi rodzicami. W życiu potrzeba i radości i smutku, i szaleństwa i powagi... wszystkiego po troszkę...

Komentarze

Popularne posty