Po jaki pieron bierzesz dziecko na urlop? I do tego w góry?


Przychodzi lato, wakacje i każdy myśli o urlopie i odpoczynku. Dla mnie oczywiste jest, że z całą rodzinką. W tym roku po rozmowie z dziećmi wszyscy zdecydowaliśmy się na góry. Ja stwierdziłam, że z racji niepewności pogody i jeszcze nie do końca poznanych przez nas możliwości moich dzieci, będzie to Zakopane. Miasto to i góry daję możliwości wielu rozrywek i rozwiązań na niepogodę i na brak sił. Okazało się, że pogoda była cudna i sił maluchy miały więcej niż niejeden dorosły. Spędziliśmy cudowny rodzinny czas. Jednak rozglądając się dookoła miałam wrażenie, że nie wszyscy bawią się z dziećmi tak dobrze jak my... 

Byliśmy na szlakach już ok. 8:30 rano, bo dzieciaki wstawały koło 7. Było pusto. Pojedynczy wędrowcy w drodze na dalsze trasy. Tłumnie robiło się koło 11. W dolinach sporo rodzin z maluchami. I tu..cóż: "No czego chcesz? Zmęczony jestem! Gówniarz wstał o 7!!!" ... takich zmęczonych tatusiów, ale i mam..narzekających na wczesne pobudki było więcej..  Po pewnym czasie ich zmęczenie odbijało się na dzieciach. "No rusz się! Nie będziemy wiecznie tu stać."
 "Zostaw już te owce, śmierdzą." , "Nie chlap się w tej wodzie! To już 3 raz! ".. Wielu się jakoś spieszyło... zaliczyć i szybko wracać odpocząć..

Zastanawiałam się skąd te problemy..ale wieczorem wszystko stało się jasne... Gdy my wracaliśmy z Krupówek po kolacji, większość właśnie tam się wybierała. Było około 20. Małe dzieci już przysypiały. Posadzone na ławkach w knajpie odpływały w niewygodnej pozycji... Te, które dotrwały do posiłku zwykle zasypiały nad podanym naleśnikiem i budził je krzyk "No weź coś w końcu zjedz!" Potem dzieci zasypiały, a rodzice bawili się... Piwko, zakąski, imprezka.. Wracali z maluchami na rękach po północy lub później, nietrzeźwi. I niestety było takich wielu..zbyt wielu. My też chcieliśmy odpocząć razem.. tyle, że to piwo wypijaliśmy w pokoju lub na balkonie, gdy dzieci już spały w ciepłych łóżkach. I my szliśmy spać około 23. Po 1 piwie, nie po 5...

Inna sprawa... wszędzie pełno straganów z kolorowymi gadżetami. W związku z tym pełno wrzeszczących o coś badziewnego maluchów i rodziców tak reagujących: "Nie rób scen! Wszyscy się na ciebie patrzą! Nie kupię ci, bo nie! Przestań ryczeć!" No tak wtedy to już na pewno uwaga przechodniów skupi się na tym maluchu...przestanie? Akurat..  A nie można przed wyjściem na ulice ustalić zasad? Ja tak zrobiłam... powiedziałam, że nie kupujemy żadnych zabawek czy plastikowych śmieci. Z każdego miejsca kupujemy magnes do naszej kolekcji i jeśli będzie coś fajnego to niewielkie pamiątki. Coś co łączy się z górami. Oni mogą oczywiście powiedzieć co im się podoba, ale to ja podejmuję ostateczną decyzję..bo mam kasę.. Ali pokazał z 50 autek... odpowiadałam: "Fajne, ale nie kupujemy zabawek tylko pamiątki", nigdy nie robił afery. No pewnie wiedział, że nic by to nie dało, po prostu bym powiedziała, że jak ma ochotę się wściekać to proszę, ale my idziemy dalej, więc niech się pospieszy... Ale nie miałam okazji:). No i przede wszystkim jak można mówić "nie kupię, bo nie".. a słyszałam to kilka razy... czy na serio tak trudno uzasadnić swoją decyzję?

W restauracjach rodziny z dziećmi. Dzieci jedzą frytki, słodkie naleśniki, ciastka i lody - tak wybierają im rodzice. Nawet nie pytają o zdanie. A gdy maluch słysząc co zamawia tata mówi "Ja też to chcę" matka odpowiada "I tak nie zjesz, narobisz mi tylko wstydu"... Jakiego wstydu? No tak w końcu dziecko przecież "musi coś zjeść".. umrze gdy nie dostatnie posiłku... Dlatego wpychasz mu niezdrowe, pełne cukru, tłuszczu i soli produkty, by tylko nie marudził. A ja czytam dzieciom kartę, same wybierają. Stawiam warunek. Nie można 2x z rzędu tego samego i musi to zawierać owoc lub warzywo. Na pierwszy ogień idą naleśniki - ale z owocami i pierogi, ale zgodnie z ustaleniem do nich surówka. Gdy jedno z dzieci wybiera kurczaka z grilla z buraczkami, chwalę wybór. Na drugi dzień decyzje wszystkich są "bardziej zdrowe". A jak zamówi, to zwykle już zjada.. głównie dlatego, że wiedzą, że nic, absolutnie nic innego nie dostaną. Bo jak to się u nas mówi "Z głodu jeszcze nikt nie pękł". Najwyżej. I nie ma wstydu, bo co to za wstyd, że dziecko nie zjadło posiłku, żaden. Wstyd to wciskać mu go na siłę. Wstyd to zamówić frytki, gdy dziecko chciało żurek.

Na szlaku spotkaliśmy dwie ciekawe postawy. Jedna opiekuńcza. Na prostej drodze, w dolinie, dzieci 4, 5 letnie, zdrowe, sprawne jadą w wózku lub noszone są w nosidełku.. i nie na końcu, nie dlatego, że zmęczone.. od początku trasy..bo tak. Często przy tym ubrane 2x za ciepło, tak na wszelki wypadek. Gdy wypada postój nad strumieniem wyrywając się z wózka (same potrafią się wypiąć z pasów) i pędzą w stronę wody, a zatroskane matki krzyczą do tatusiów "Szybko leć za nim/nią, bo jeszcze się zamoczy!".. No tak zamoczy się na pewno... i co z tego? Jest 25 stopni... nawet jak całe wpadnie, to wystarczy zdjąć sweter (!) i wyschnie. No i po co jechaliście w góry? W górach się chodzi. Rozumiem niemowlaki w nosidło-plecakach, brane ze sobą, przez fanatyków trekingu, którzy chcą sami pochodzić. Ale jeśli nie chcesz, by twoje dziecko chodziło, to jedź na morze..posiedzicie na plaży. A jak ma się nie zmoczyć do tego.. to już lepiej zostań w domu..

Drugi typ to ten widziany na szlaku z Kasprowego. Szlak jest męczący, trudny. Trzeba chcieć chodzić po górach, by robić to z przyjemnością. I tu ambitni rodzice...ciągną na siłę dzieci, które nie maja na to ochoty. Dzieci zmęczone, znudzone i nieszczęśliwe. No to tak jakby mnie ktoś usadził na plaży i kazał spędzać na niej 8h dziennie przez tydzień.. zwariowałabym. Zanim wybraliśmy góry, długo rozmawialiśmy z dziećmi. To one wybrały. Mogliśmy jechać gdzieś do Włoch czy Chorwacji i więcej plażować. Zdecydowały, że chcę góry i będą chodzić. Powiedziałam, że łatwo nie jest i to zaakceptowały. Potem rozpoczęliśmy przygotowania i "testy". Chodziliśmy na długie i coraz dłuższe spacery, biegaliśmy - w tym 2 km w Rodzinnym Biegu Gdańszczan. Poprawialiśmy rodzinną kondycję i sprawdzaliśmy co mogą nasze dzieci. Stąd plan mieliśmy ambitny i zrealizowaliśmy go w 120%:). Ale wybrałam Zakopane, by mieć plan B. Gdyby dzieci nie ogarniały, albo zwyczajnie nie miały ochoty, mogliśmy pojechać do Krakowa, Wieliczki czy na spływ Dunajcem, ewentualnie spędzić dzień w jednym z licznych parków wodnych. Nie można dzieci zmuszać do takiej rozrywki jaką my lubimy. Można i trzeba dać przykład i zachęcać.

I kwestia doprowadzająca mnie do szału.. W Parku Narodowym jest bezwzględny zakaz palenia. A co kawałek spotykaliśmy ludzi z fajkami.. Siadasz, by odpocząć i ci śmierdzi.. Patrzysz kto tak kopci..a tu ojciec i matka z 2 latkiem. Matka pochyla się nad wózkiem z maluchem i wypuszcza dym z ust... Jak tak można:(

Poruszę jeszcze sprawę przygotowania do wyjścia w góry. O ile jeszcze jakoś mogę zrozumieć "adidasy" w dolinkach, to brak nakryć głowy, ciepłej bluzy i peleryny od deszczu na wypadek wszelki mnie powala. Za to na szlakach górskich, gdzie stromo, ślisko i niebezpiecznie to już naprawdę trzeba mieć dobre buty!. I o zgrozo widziałam kilka rodzin, gdzie rodzice grzecznie szli w trekingach za kostkę..a dzieci w czymś typu trampki.. masakra. Serio można było kupić naprawdę dobre dziecięce buty trekingowe za 40 zł w Lidlu... Były też grupy kolonijne, liczne zwłaszcza w Dolnie Kościeliskiej. Żadne dziecko w żadnej grupie nie było gotowe na chodzenie po górach. Przewodnicy z TPN pozdrawiali nas słowami: "Czołem rodzina, niech rodzina wybaczy, ale niech kolonia patrzy i się uczy jak się trzeba wybierać w góry.." I-phony, i-pady i i-pody mieli. Po co wysyłać dziecko w góry, jeśli nie chce się by chodziło po górach i nie przygotowuje się go do tego?

Żeby nie było, widzieliśmy też mnóstwo rodzin z zadowolonymi, dzielnymi małymi wędrowcami. Wiele wyspanych i wypoczętych twarzy. Wiele rodziców ciepłych i zaangażowanych, ale nie nadopiekuńczych. Nam tez zdarzyło się nawarczeć na dzieci, choć muszę przyznać, że sporadycznie. Klimat gór i spokój wakacyjny bardzo dobrze na nas działały.

Jeśli decydujemy się na wakacje z dziećmi to decydujemy się na wspólny rodzinny odpoczynek.  Nie możemy robić tylko tego co my chcemy. Musimy się tak dostosować, by wszyscy odpoczęli. Jeśli decyzje podejmiemy razem, przygotujemy się razem do wyjazdu i konsekwentnie, ale i z luzem będziemy realizować nasz plan, wrócimy radośni, zadowoleni z siebie i siebie nawzajem i wypoczęci. Inaczej urlop będzie koszmarem dla obu stron.  

Komentarze

Popularne posty