Wakacje w wielkim mieście czyli wsiąść do tramwaju byle jakiego:)


Urlop się skończył:(, ale wakacje trwają, zabawa też trwać musi! Mieszkamy w dużym mieście, więc postanowiłam wykorzystać jego uroki i możliwości. Mamy kartę dużej rodziny i dzięki temu darmowe przejazdy komunikacją miejską - kto nie ma może wykupić bilety całodzienne. Wróciłam po dyżurze i po ogarnięciu się, nasmarowaniu wszystkich kremem z filtrem ruszyliśmy. Najpierw pieszo na pętlę tramwajową. Dzieci zwykle jeżdżą z nami samochodem, więc były niezwykle podekscytowane, a jak powiedziałam, że wsiadamy w "byle jaki" tramwaj i wysiadamy tam gdzie zechcą to emocje sięgały zenitu! Wsiedliśmy, gdy tylko zobaczyły starówkę zdecydowały, że chcą wysiąść i zobaczyć "co się w mieście dzieje", tak zrobiliśmy.


Na atrakcje nie trzeba długo czekać, gdy jest się otwartym na zabawę. Zwykłe schody w przejściu podziemnym mogą być przygodą, zwłaszcza gdy są mocno wyślizgane;).


Przed Muzeum Bursztyny czyli dawną Katownią ustawiono zbiornik z wodą, kamykami i ukrytymi drobinkami bursztynu. Zabawa w poszukiwaczy skarbów przednia! Wokół sporo ludzi robiących to samo do kilkunastu minut..a mama włożyła ręce i po minucie miała 2 małe bursztynki;) Dzieciaki skakały z radości.

Od razu po tej zabawie stwierdzili, że chcą zobaczyć większe bursztyny i dowiedzieć skąd się biorą - no to poszliśmy do muzeum. Oprócz wielkich och i ach na widok dużych bursztynów, zatopionych w nich owadów, a nawet jaszczurki oraz pięknych wyrobów jubilerskich - w tym gitary, rozrywki dostarczyły wysokie i kręte schody.

Z punktu widokowego na górze można spojrzeć na ulice długą z ponad złotej bramy - widok nie do przecenienia, aczkolwiek Ali wolał widok na budowę stacji kolejki z przeciwnej strony - wiecie dźwigi i koparki..:)




No nie ma ja armata, co prawda to kartacz, ale w sumie też armata:) Potem poszliśmy na lody, a ja przypomniałam sobie jeszcze jedno miejsce warte odwiedzenia w drodze do kolejnego przystanku tramwajowego...


Świetna fontanna! Idealna by się pochlapać i zamoczyć nogi w upały - z resztą zorganizowana właśnie po to. Woda niby filtrowana, ale patrząc na ogram różnych ludzi tam moczących się nie chciałabym włazić do tej wody "pupą", ale nogi, łapki i trochę pryskania, raczej nikomu nie zaszkodzi. Zabawa była na sto dwa, a w pięknym słońcu wszyscy wyschli zanim doszliśmy do przystanku.


Po drodze napotkaliśmy jeszcze taką "furę", ale niestety nie miałam dwójki, wiec skończyło się tylko na fociach.. Potem znów wsiedliśmy w "tramwaj byle jaki" i pojechaliśmy dalej.


Nagle Ali zobaczył czołg, no to wysiedliśmy. Mimo, że był dość nagrzany maluchy wytrzymały dla zrobienia kultowego zdjęcia:). Potem pooglądaliśmy razem gąsienice, lufę i włazy. Asia przeczytała wszystkim podpis. Jako, ze za czołgiem zaczynał się park tam się udaliśmy.

Bo na wycieczce trzeba trochę pobiegać, poskakać i poturlać się w trawie...
Potem padła decyzja by wsiąść do tramwaju w stronę przeciwną. Gdy jechaliśmy wszystkim zaczęło burczeć w brzuchu... postanowiliśmy zjeść może nie zdrowy, ale "kultowy" posiłek, o jakim opowiadała babcia...


Bułka i oranżada... penie wielu jeszcze pamięta;) Nie było co prawda oranżady w szklanych butelkach..ale cóż czasem trzeba kompromisu, za to posiłek miał miejsce w samy środku blokowiska:)


Nawet plac zabaw nie odstawał od stylu naszego lunchu;), co wcale nie umniejszało jego atrakcyjności i wszyscy świetnie się bawili. Potem poszliśmy na ostatni w tym dniu tramwaj - tym razem trochę miej byle jaki, bo miał już jechać w stronę naszej pętli. Powiedziałam dzieciom, że dziwnym trafem naszym "byle jakim" tramwajem zawsze, była szóstka... teraz był trzy różne do wyboru - ale przyjechała szóstka:) co sprawiło wszystkim jeszcze więcej radości. Krótko po tym jak dotarliśmy do domu tata wrócił z pracy - i został zasypany wieściami z naszego, jakże ekscytującego dnia. 
Nie trzeba wielkiej kasy i dalekich krajów, by przezywać przygody i dobrze się bawić. Wystarczy pomysł i otwartość na zabawę:).

Komentarze

Popularne posty