Szczupłe dzieci grubej matki


Zawsze byłam gruba. No może nie zawsze, było kilka epizodów wagi z normie lub bliskiej normy w moim życiu, ale niestety zawsze wracałam w górą..i to do pewnego momentu coraz wyżej. Jako dziecko byłam dokarmiana przez uradowane babcie. Niewielu w tamtych czasach zdawało sobie sprawę, że z grubych dzieci w 2/3 przypadków wyrastają grubi dorośli. Wszyscy mówili jaka śliczna pulchna dziewczynka. Moja mam też jest otyła. No więc zwalano to na geny. Nikt się nie przejmował. Zawsze byłam aktywna, większość dnia na polu, piłka nożna, baseball, strzelectwo. Jadłam wszystko - warzywa i owoce też. Gdy dostawałam kolejna dobrą ocenę, wygrywałam konkurs itp. dostawałam słodycze, zabierał na lody. Gdy było mi smutno... robiono to samo. Patrząc w przeszłość zdaję sobie sprawę jak ogromne porcje pochłaniałam, gdy byłam nastolatką.. 30 pierogów, 10 kanapek...do tego słodkie. Nie winię nikogo. Moi bliscy nie mieli świadomości, że bycie grubym to nie jest jedynie sprawa wyglądu. Nie mówiło się o tym, tak jak o paleniu. Z reszta problem był marginalny - w mojej szkole gruba byłam ja, a potem mój brat i jego koleżanka. Może było ze dwoje dzieci z nadwagą jeszcze poza tym, ale 99% to były szczuplaki. Nie dokuczano mi, bo byłam silna i fizycznie i psychicznie - choć potem płakałam to nigdy nie dałam sobie w kaszę dmuchać. Pomagałam też słabszym w nauce, można było na mnie liczyć, więc mnie szanowano. Najwięcej bólu zadawała mi nie najszczuplejsza wychowawczyni.. podcinała skrzydła..  "Nie pójdziesz na łyżwy, bo jesteś za gruba", "Nie nadajesz się do zespołu tanecznego", "Nie potrafisz nawet nóg złożyć", "Nie zdejmuj koszulki, bo to źle wygląda" - miała 6-7 lat gdy słyszałam te słowa. Mimo to nie poddałam się nigdy. Jeżdżę na łyżwach, na spotkania zespołu tańca chodziłam jako widz i ćwiczyłam z nimi, gdy mogłam. Dziś tańczę pewnie lepiej niż ta pani.. Koszulki nie zdejmuję, ale byłoby na co popatrzyć;). Poradziłam sobie ze swoją psychiką, bo umiałam i nadal umiem powiedzieć sobie, że byłam i jestem gruba, bo za dużo jadłam i jem. Walczę z tym, bo chcę być zdrowa, dla siebie, męża i dzieci. Ale jest mi tak strasznie trudno.. Przed ślubem schudłam 16 kg w 3 miesiące, bez większego wysiłku..bo byłam szczęśliwa.. Potem posypały się tragedie, problemy, poronienia...cierpienia.. i jadłam..  Ta walka będzie trwać zawsze. Nawet jeśli schudnę, nigdy nie będę mogła "wrzucić na luz". Objadanie się jako pocieszenie, nagroda i sposób na nudę... nauczyłam się tego w dzieciństwie, mam to wdrukowane i ogromu wysiłku wymaga powstrzymanie się przed powtarzaniem tego schematu.. W życiu mamy dość problemów do rozwiązania i wysiłków do podjęcia. Nie chcę, by moje dzieci miały dodatkowo taki problem jak ja. 

Nasze, polskie dzieci tyją. Z roku na rok są grubsze. Musimy coś z tym zrobić, bo inaczej będą żyły krócej niż my. Powiem wam co robię ja, bo myślę, że dobrze mi idzie, mimo że sama jestem gruba.

1. Wszystkie zasady dotyczą wszystkich. 

U nas w domu ustaliliśmy, że słodycze jemy tylko w weekendy. Wszyscy. Nie tylko wtedy, gdy dzieci widzą. Jak jesteśmy w pracy i jak usną również. Nie można wymagać od dzieci, nie wymagając od siebie. 

2. Nie można się oszukiwać

Jestem gruba. Ważę 99 kg przy wzroście 173 cm. Ilu z was powie mi ile waży? Wielu na takie pytanie, by się obraziło. A przecież to tylko liczba. Fakt. nie definiuje człowiek, a jego masę i objętość. Jeżeli będziemy oszukiwać sami siebie, nie stawać na wadze to nie zauważymy problemu. Z dziećmi jest jeszcze trudniej. Mało, który rodzic chce przyjąć do wiadomości, że jego dziecko jest grube. Córka znajomej 14 lat mówiła matce, że chce schudnąć poniżej 50 kg (waży 66 przy 160 cm ). Matka powiedziała, że chyba zwariowała. Sprawdzamy siatki centylowe.. poniżej 50 byłoby idealnie.. Dlatego mierzę i ważę dzieci co miesiąc. Cieszą się, że rosną, a ja mam kontrolę. Na początku Asia i Ali mieli nadwagę. Założę się, że niewielu, którzy ich wtedy znali, by tak powiedziało. Ale liczby nie kłamią. 

3. Najważniejsza jest zdrowa dieta

Tak piszą wszystkie poradniki i mówią wszyscy specjaliści od odchudzania. A jednak tak często słyszę: Twoje dzieci się tak dużo ruszają, mogłabyś im pozwolić na słodycze. Wierzcie mi, jako dziecko ruszałam się bardzo dużo. Zawsze ćwiczyłam na wfie. Chodziłam na sksy. Na korekcyjna do moje i 3 innych grup. Na basen. Grała z chłopakami w piłkę, baseball itp. Biegałam po osiedlu. Chodziłam na wielokilometrowe spacery. Chodziłam po górach. I tak byłam gruba, bo za dużo i nie zdrowo jadłam. My jemy słodycze w weekendy, bo Asi psuły się zęby. Od zmiany zasad żywienia nie popsuł się ani jeden. Moje dzieci nie chudną, mają idealną wagę - czyli nie jedzą za mało, za to zdrowo. 

4. Biegać, skakać, latać,  pływać ... i glukozy nie używać..

Mój metabolizm pozostawia wiele do życzenia. Muszę się dość mocno ograniczać z jedzeniem, by tracić na wadze. Mogłoby być lepiej, gdybym i teraz ruszała się jak w dzieciństwie. Prawda jest taka, że mi się nie chce. Często jestem niewyspana i zmęczona psychicznie i po prostu nie idę ćwiczyć. Nadal kocham spacery, chodzenie po górach, pływanie. Ale czasu mam na to mało. Ale wiem, że jeśli dzieci nie będą teraz się dużo ruszać, to potem już wcale nie będą miały na to ochoty. Bo ja ochotę mam na sport ciągle..tylko wewnętrznej siły za mało. Ale z dziećmi spaceruję, gram w piłkę i biegam, gdy tylko mamy chwilę. W wakacje (o ile nie leje w kółko jak teraz) staram się jeździć do pracy rowerem. Weekendy spędzamy praktycznie zawsze aktywnie. Staram się ćwiczyć 3 razy w tygodniu. Muszę dawać przykład, nawet jak ma wszystkiego dość...  wtedy może, gdy dorosną będzie im się bardziej chciało niż mi teraz. Pomyślą, że mama przecież się starała. 
Nie mogę się doczekać, gdy nauczę je wszystkie pływać i dobrze jeździć na 2 kółkach na rowerze. Wtedy też będę mogła pływać na basenie, zamiast asekurować. Marzę o wspólnych wycieczkach rowerowych. Jeszcze 2-3 lata;)

5. Czym skorupka nasiąknie za młodu

Słyszę wkoło: Starasz się, a za parę lat same sobie kupię chipsy i pójdą do maca.. Może i tak, ale wierzę w to, że poczują wyrzuty sumienia.. że nie będzie to dla nich naturalne. Przy każdym posiłku podaje jego zalety. Gdy jemy słodycze czy coś nie do końca zdrowego powtarzam jakie ma to wady i, że mimo smaku można sobie na to pozwolić rzadko. Nawet Ali wie, że warzywa są zdrowe, a żelki nie i dlatego warzywa jemy codziennie, a żelki rzadko. Uczę, że ryby są dobre dla mózgu i serca. Owoce dla skóry i odporności itp.itd. Jemy schematycznie. 5 posiłków. Zawsze śniadanie! Produkty zbożowe prawie wszystkie z pełnego ziarna. 2-3 razy w tygodniu ryby. Mnóstwo warzyw. Przekąski to jogurty i owoce, ewentualnie chrupki kukurydziane, bez przypraw i krążki ryżowe. W dni słodyczowe, słodycze są do woli, ale jeśli zje się całe śniadanie, lunch i obiad. Piejmy wodę, tylko do obiadu sok lub mleko. Sama czytam przy dzieciach w sklepie skład produktów..unikam syropu glukozowo-fruktozowego - nie dość, że zmniejsza metabolizm to pięknie uzależnia słodkim smakiem.. Myślę, że jeśli będą tak jeść na co dzień to stanie się to dla nich naturalne i gdy dorosną nie zepsują diety tak bardzo. Już teraz widzę efekty. W restauracji pozwalam im wybierać. Ostatnio w Ikei wszystkie wybrały łososia na parze z brokułami.. Wczoraj pulpety drobiowe i podwójną porcje warzyw.. 

6. Błądzić jest rzeczą ludzką

Upadam w kwestii wagi .. co prawda w ciągu roku schudłam 15 kg, ale przez kolejny rok mam 2 mniej i 2 więcej. Nie idzie mi. Walczę i przegrywam. I mówię o tym dzieciom. Co prawda mnie idealizują i upierają się, że mama nie jest gruba. Ale gdy przytyję mówię, że mama za dużo jadła i nie ćwiczyła, a powinna. Gdy schudnę cieszą się ze mną. Ali mówi, że mam będzie chuda jak on urośnie;) Oby;) 

Smutno mi, gdy widzę, że w ciągu roku szkolnego w każdej klasie w szkole Asi przybyło po dwoje dzieci z nadwagą. Zmartwiła mnie bardzo duża ilość otyłych dzieci w Zakopanym. Diety w przedszkolu i szkole zmieniono. Dzieci w klasie Asi podobno nie chcą jeść obiadów. Jej smakują. Spoglądam na przerwie co jedzą.. batony, czekolada, słodkie napoje, czasem kanapka - 2 kromki białego chleba liźnięte dżemem lub pasztetem. Szczując kalorycznie wyszło mi 700-800 kcal na dziecko. Zapotrzebowanie 7 latka 1700-1800. Nie zmieści zdrowego obiadu... a potem dostanie znów coś słodkiego. Tylko my rodzice możemy coś z tym zrobić. Ponad płowa z nas ma nadwagę lub jest otyła. Zróbmy coś, by nasze dzieci takie nie były....
 



Komentarze

  1. Dzień dobry, program "Pytanie na śniadanie" TVP2 z tej strony. W programie chcemy poruszyć temat dawania słodyczy dzieciom tylko w weekend, widziałam na blogu wpis na ten temat. Proszę o kontakt. Ola Stobnicka 609 096 299

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Witam! Wysłałam Pani sms do kontaktu. Pozdrawiam!

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty