Nie odpuszczę


Czasem jestem taka zmęczona, że nie wiem już co z sobą zrobić.. Mija 2 tydzień roku szkolnego i jest ciężko. W zeszłym tygodniu miałam 3 zebrania - wtorek, środa i czwartek - każde po 2 h. Męża nie posłałam, bo niewiele, by się dowiedział i nic nie powiedział..chyba, że pytaliby o wybór kamer lub innej elektroniki. Wstaję 5:45. Do 6:10 muszę już być umyta, uczesana, ubrana i umalowana, budzę dzieci, robię śniadanie, wstawiam czajnik, karmię koty - mam na to 15 min.. wtedy banda schodzi na dół. Pilnuję ich, gdy wykonują swoje obowiązki poranne, a potem jedzą i w tym czasie przygotowuję 2 śniadanie dla dziewczyn, siebie i męża. 6:50 czeszę dziewczyny - wymyślam i kombinuję, bo lubią niezwykłe fryzury. 7 wychodzę z Alim do przedszkola i dalej do pracy.. 

W pracy zwykle odpoczywałam od domu. Jest najczęściej wesoło. Dużą część czasu klikam w komputer, wiec siedzę. Trochę pospaceruję. Czasem trochę wysiłku przy zabiegu czy jakimś nastawianiu. Teraz.. jakby zwariowali.. Robię więcej kroków niż na treningu.. Emocji nie brakuje - nawet reanimacja i "kopanie prądem" się zdarzyło - pierwszy raz od chyba 5 lat.. Ciągle zostaję w Klinice sama i wszystko załatwiam. Co za tym idzie wychodzę później niż zaplanowano i potem wszystko na hej siup. 

Odebrać Alusia z przedszkola. Wpadam do domu, wypijam jogurt i po dziewczyny. Ali zostaje z ciocią - Bogu niech będą za nią dzięki! - przychodzi ok. 12 i ogarnia odkurzanie, ścieranie kurzu, mycie podłóg, łazienek i kuchenki, wiesza pranie i prasuje. Za to ja gotuję wymyślne obiady, codziennie gdy tylko jestem w domu. Gdy wracam biorę się za to jednocześnie usadzając dziewczyny do zadania domowego. Gdy nie ma pogody, Ali też musi dostać jakieś zadanie, żeby nie przeszkadzać. Potem one po kolei czytają, a ja słucham i poprawiam. Wraca mąż i mam 15 min spokoju, by nałożyć obiad. Jemy. Potem co 2 dzień kąpię je i kładę spać. W dni bez tego obowiązku wykorzystuję te godzinę na przygotowanie jadłospisu na następny dzień oraz mojej sałatki, potem rozmawiam z mama i idę ćwiczyć. 

W prawie wszystkie piątki ma 24h w pracy. Wracam rano ok. 9. Czasem śpię 6h, czasem 2. Gdy wracam zwykle jedziemy na zakupy, albo na wycieczkę. Jeśli zakupy to po rozpakowaniu i lunchu gdzieś idziemy. Niedziela też jest zwykle aktywna. Za to mogę wstać później - ok. 7 - jak dzieci... W tygodniu mamy mało czasu na rodzinne zajęcia i te indywidualne z każdym z dzieci. Dlatego dokładnie planuję weekendy, by było aktywnie, fajnie i rozwijająco. Gdy wypadnie dzień czy dwa wolnego więcej zazwyczaj gdzieś wyjeżdżamy, by poznawać świat i chłonąć wiedzę ze wszystkiego dookoła. 

Od 1 września jestem na diecie i regularnie ćwiczę. To trudne. Wokół tyle pokus. Ciągle mnie czymś częstują. Ciągle muszę uważać i wszystko planować. W dni treningów zwykle padam na nos, ale idę na górę i poświęcam 45 min na dość intensywne ćwiczenia. 

Wiele osób radzi mi, by odpuścić. "Poświęcasz za dużo czasu dzieciom, nic się nie stanie jak  pobawią się same.", "W weekend powinnaś poleżeć, zamiast biegać po mieście, parku i gdzie tam jeszcze." , "Puść im telewizor czy komputer to zyskasz czas dla siebie.", "Po co gotować codziennie, zrób zupę na 3 dni, albo kotletów.", "Przy trójce dzieci i w twoim zawodzie nie da rady schudnąć, odpuść sobie."  

Ale ja nie odpuszczę. Nie, nie mam ambicji zostania matką roku. Piękną, zadbaną, nieskazitelną, poświęcająca wszystko dzieciom. Nie odpuszczę, bo  tu chodzi o moje życie i życie mojej rodziny. Pracuję ciężko każdego dnia na najcudowniejsze wspólne chwile. I chodź czasem padam z nóg to jestem szczęśliwa. Moje dzieci rozwijają się lepiej niż można sobie wymarzyć. 
Gdy widzę ile Asia ma przyjaciół i jak bardzo jest teraz otwarta to serce mi rośnie. Przeszła w życiu koszmar, odrzucenia, bicie, zaniedbanie, molestowanie. Bała się wszystkich, zwłaszcza mężczyzn. A teraz odgrywa role w teatrze szkolnym. Tańczy w zespole. I uwielbia wszystkich swoich przyszywanych wujków.  
Zuzia jest tak dom mnie podobna. Silna, pewna siebie, diabelnie zdolna. Gdy czyta i pisze to w głowie mam tylko wielkie "wow". Przy tym jest opiekuńcza i wrażliwa na potrzeby innych. Radzi sobie w każdej sytuacji rówieśniczej. Chętnie pomaga innym. Pani w zerówce po tygodniu stwierdziła "że nie wie czego może ją nauczyć, bo ona już wszystko umie" - oczywiści poszukała dla niej ambitniejszych zadań:)
Ali, który jeszcze 2 lata temu nie wydawał prawie żadnych dźwięków i nie chciał za bardzo nawiązywać kontaktu wzrokowego wczoraj, gdy wróciła tata powiedział: Dzień dobry tatusiu. Byłem dziś w przedszkolu i było fajnie. Było bardzo wesoło. Jadłem obiad i spałem na leżaku. Byliśmy też na placu zabaw.... i to wszystko jednym ciągiem...
Ali, który 2 lata temu jadł tylko płynne pokarmy i słodycze, który pluł, a potem wymiotował jedzeniem jeśli mu nie pasowało. Teraz został posadzony w przedszkolu do stolika "niejadków", by dawać przykład, bo je wszystko, a zwłaszcza warzywa i ryby... 

To wszytko nie wydarzyłoby się, gdybym odpuściła. Ja sama też bym się nie rozwijała. Gdybym odpuściła nie miałabym dziś doktoratu i specjalizacji. Nie miałabym dobrej pozycji w pracy. I nie czułabym się tak dobrze ze sama sobą. 

I teraz też nie odpuszczę. Odchudzanie to katorga, ale robię to dla zdrowia. Po to, by mieć siły zdobywać szczyty swoich możliwości i spełniać marzenia. Po to, by móc poświęcić jak najwięcej czasu dzieciom i pokazać im drogę do szczęścia. Po to, by każdy weekend był przygodą i nauką, a potem cudownym wspomnieniem. Po to, by gdy przyjdzie czas, by odpuścić w drodze na tamten świat będę mogła z dumą spojrzeć na swoje życie i powiedzieć, że choćby nie wiem co - było warto. Tego sobie i Wam kochani życzę! 

Komentarze

Popularne posty