Lekcja odpowiedzialności - tylko przez odpowiedzialność




Pewnie każdy chciałby, aby jego dziecko było coraz to bardziej odpowiedzialne. Żeby zachowywało ostrożność, zanim zrobi coś najpierw przemyślała sprawę, żeby rozumiało konsekwencje swoich działań i robiąc coś brały je pod uwagę.. Chcemy, by uczyło się i zdobywało nowe umiejętności "dla siebie". Jak to zrobić?

Tak z ręką na sercu zastanówmy się najpierw, jak często nam samym zdarza się podstępować nieodpowiedzialnie... Nigdy nie przechodzicie przez jezdnię w miejscu niedozwolonym? Nie przekraczacie prędkości? Nie jechaliście rowerem bez kasku? Nie wypiliście za dużo wiedząc, że będziecie chorować? Nie zjedliście kolejnego pączka, mimo, że waga "ostrzega"? Nigdy nie zostawiliście jakiejś pracy na ostatnią chwilę? Zawsze uczycie się pilnie do wszystkich egzaminów/testów jakie niesie za sobą dorosłe życie? Czy czasem liczycie, że się uda? hmm...

Zapewne większość z was odpowiedziała "zdarza/zdarzyło mi się" na przynajmniej część z powyższych, ale czy to oznacza, że jesteśmy nieodpowiedzialni? Nie. Nawet jeśli raz na jakiś czas popełniamy głupstwo to nadal możemy podchodzić do ważnych spraw z rozwagą i móc nazwać siebie odpowiedzialnymi. W końcu błędy robi każdy, chyba, że nie robi nic. Nie wymagajmy też od dzieci cudów.. 

Nieśmiertelną i zawsze działającą techniką jest dawanie przykładu. Więc jeśli nawet zdarza nam się nie włożyć kasku czy przejść poza zebrą przez ulicę to błagam nie róbmy tego przy dzieciach... Jak widzę rodziców przeciągających dzieci przez ulicę 20m od przejścia to jestem przerażona... Mówią potem "tylko zawsze przechodź na pasach"..ale co to da? Mama/tata może, mogę i ja...

Warto też pokazać dzieciom jak my się uczymy i zdobywamy nowe umiejętności. Moje miały przykład..bo miałam specjalizację i doktorat do zrobienia zaraz po adopcji.. ale i teraz nadal działam. Jako, że za 300 dni (;)) wybieramy się na wakacje na Gran Canarię to postanowiłam trochę przyswoić język hiszpański. Dzieci widząc, że poświęcam czas, pracuję nad sobą i zdobywam wiedzę, same chętniej siadają do nauki. 

No tak, ale czy sam przykład wystarczy? Nie sądzę.. I na podstawie mojego dotychczasowego doświadczenia tym co działa najlepiej jest przeniesienie ciężaru odpowiedzialności na barki dziecka.. 

Pierwszą sprawą są obowiązki domowe. Trzeba je tak dobrać, by ich niewypełnienie było widoczne dla wszystkich. Trzeba też wyraźnie powiedzieć dziecku, że to jest jego rola, ono za daną rzecz odpowiada i jeśli nie sprosta zadaniu to komuś drugiemu będzie z tym źle.. I tak Asia co rano robi tacie herbatę - jeśli nie zrobi, bo nie zdąży czy zapomni, to tata  nie będzie jej miał i będzie mu smutno. Tu ważna sprawa - nie wolno zrobić czegoś za dziecko!. Zuzia nalewa wodę do śniadania, a Ali podaje talerze do stołu. To drobne sprawy, ale są wstępem do lekcji odpowiedzialności. To samo dotyczy samoobsługi - nie zdążysz się ubrać, idziesz do szkoły w piżamie, nie zjesz jesteś głodny, nie sprzątniesz zabawek, mama wyrzuci, bo nie będzie się przecież potykać itp. itd. 

Czasem jestem pytana, czy dzieci się nie buntują. Nie, bo uważają to za naturalne. Jak tata zostawił koszulkę na podłodze zamiast wrzucić do prania to też wylądowała w koszu na śmieci (w zasadzie w tym, gdzie składamy rzeczy do oddania innym)... i nie było zmiłuj.. Teraz mam zamiar „dołożyć” trochę obowiązków, bo z tymi pierwszymi radzą sobie świetnie. Nawet nie wiecie jaka to będzie radość! Jak powiem: Uważam, że jesteś madra i świetnie sobie z tym poradzisz, czy mogę ci zaufać? Będzie duma i poczucie własnej wartości w górę:)

Dzieci urosły i coraz częściej chcą bawić się razem w innym pokoju – czytaj być wolne i bez nadzoru. Mąż zawsze się boi, gdy pozwalam im iść na górę i bawić się w ich sypialniach, gdy ja zostaję w kuchni i robię obiad. Myślę jednak, że znalazłam na nich pewien sposób;). Zawsze jedno z nich czynię odpowiedzialnym za innych, za porządek i dobre zahcowanie. To ono w razie „nabrojenia” ponosi konsekwencje, ale ma też przywileje – pozostała dwójka ma przykazane go słuchać. Sprawdza się świetnie, od dłuższego czasu robią takie wycieczki do wolności i nic się nigdy nie poszło źle.. zawsze był porządek, spokój i nawet nie było kłótni.. Ważna sprawa! To nie jest tak, że najstarsza odpowiada. O nie, nie! To by nie było sprawiedliwe. Jest na zmianę! I wierzcie mi najmłodszy też się świetnie sprawdza w roli nadzorcy. Ostatnio słyszałam jak strofował Asię: Nie rozsypuj tych klocków! Połóż tu na pudełku! Kto to potem będzie sprzątał? :)

Podobnie było z nauką Asi.. Asia jest sobie leniem..jak tatuś;). Chce robić tylko to, co jej pasuje. Wszystko inne jest be i najlepiej zrobić scenę i udawać, że jest się głupim, albo strasznie nieszczęśliwym.. No tak, ale to na mamę nie działa (na tatę niestety tak...ech). I kończy się tym, że zadanie na pół godziny schodzi trzy..a nauka kilku słówek jeszcze dłużej. Mama dzielnie walczyła, ale Asia w końcu przegięła. W trakcie ćwiczenia dyktanda w domu..ściągała. Zauważyłam rzec jasna - dość się oczytałam Sherlocka Holmesa, by nie widzieć, że coś jej za wolno idzie i patrzy pod krzesło.. Się rozgniewałam nie na żarty... Bo ja tu poświęcam czas i wysiłek, żeby jej pomóc, a ona taki numer.. No i zrobiłam coś wręcz cudownego! Przeniosłam odpowiedzialność za naukę na Asię. Do dyktanda już jej nie uczyłam..dostała z resztą D (czytaj dwóję).. Przestałam sprawdzać jej zeszyty i wskazywać co ma zadane - dostała 2 razy minus. Powiedziałam jasno - masz się uczyć sama. Sama masz wiedzieć co jest zadane. Ja (i tata, choć on się raczej za lekcje mało bierze, bo zbyt pomaga i go wyganiam,..) mam dla ciebie godzinę czasu dziennie, na wszystko - wykorzystaj ten czas mądrze. Potem już musisz liczyć na siebie. I nie uwierzycie jaka nastąpiła zmiana! Po tych kilku porażkach Asia nagle potrafi się zmieścić z zadaniem domowym w tej godzinie, ba nawet trochę pouczyć się zdążymy... Do tego jak zabrakło jej czasu na naukę słówek z angielskiego ze mną, to uczyła się ich w świetlicy i ze sprawdzianu było A! (Skala A!, A, B, C, D). Potem A! z matmy i A z testu z lektury.. i wszystkie lekcje odrobione. Wystarczyło obarczyć ją odpowiedzialnością i pozwolić poczuć smak porażki. Każdy musi się nauczyć na własnej skórze, że bez pracy nie ma kołaczy.

Nie bójmy się więc przerzucać odpowiedzialności na dzieci, za sprawy dzieci. Tylko tak wychowamy odpowiedzialnych dorosłych. 

 






Komentarze

Popularne posty