Po co nam rodzicom nauczyciel?


Na wstępie wszystkim czytającym mnie (;)) nauczycielom pragnę z okazji ich święta złożyć serdeczne życzenia zadowolenia z każdego dnia, radości z drobiazgów i wytrwałości w dążeniu do celów i pokonywaniu trudności. 

Jako córka nauczycielki, a później i nauczyciela (tata też "wylądował" w tym zawodzie ostatecznie;)) miałam wgląd w edukację szkolną z dwóch stron. Zawsze uważałam to za ciężką i trudną pracę, ale mogącą cieszyć. I choć na papierze mama miała niewiele godzin pracy i dużo wolnego, to w praktyce ogrom czasu poświęcała na przygotowania atrakcyjnych zajęć i akcesoriów dla dzieci.. W tym czasie nie mogła się niestety cieszyć z wynagrodzenia za pracę.. Teraz w tej kwestii trochę się poprawiło (no wiadomo, że nie jest super, ale zawsze coś), za to z tego co widzę, jest coraz trudniej. W czasie mojego dzieciństwa nauczyciel miał jeden pewnik - szacunek rodziców, a przez to i dziecka. Wówczas opinia nauczycieli się liczyła, a zalecone zadania do wykonania i ewentualne konsekwencje do wyciągnięcia były pewne. Myślę, że współpraca rodzic-nauczyciel była łatwiejsza. Owszem metody wychowawcze jakimi się często posługiwano (i niestety nadal posługuje) pozostawiały dużo do życzenia, ale to jak rodzice obecnie traktują nauczycieli jakoś nie wydaje mi się być ani sprawiedliwe, ani korzystne. Bo po co rodzicom nauczyciel? 

1. Niech zrobi wszystko za nas..

Część rodziców, których spotykam uważa, że nauczyciel ma dziecko nauczyć wszystkiego i wychować. Zanim dziecko nie pójdzie do szkoły bagatelizują jego negatywne zachowania i brak samodzielności - "W szkole się nauczy, że nie można bić innych", "Jak pójdzie do szkoły to mu pokażą jak trzeba się zachowywać kulturalnie", "W szkole nauczy się wiązać buty.."... 
Jak już do tej szkoły pójdzie to narzekają.. "Ile tych zadań domowych!", "I ja mam jeszcze z nim czytać?", "Co oni w szkole robią, że on dalej taki niegrzeczny?", "Nie nauczyli cię w szkole jak jeść?"... itp., itd....
No my musimy przecież pracować, zarabiać więcej i więcej, nie mamy czasu..a im za to płacą.. 

2. Idealny winny wszystkiemu...

Spotkałam się też z takim narzekaniem - "Ta pani mojej córki jest do niczego. Odkąd Hania chodzi do szkoły jest niegrzeczna i w ogóle nie słucha. Ostatnio dostała złe oceny - nic jej nauczycielka nie nauczyła." 
A kiedy nauczyciel zwraca się z problemem wychowawczym do rodzica to słyszy: "Jak to? On jest takim dobrym chłopcem! To pani wina, że w szkole bije inne dzieci, nie potrafi go pani wychować!" 

3. Wróg publiczny nr 1...

No, bo przecież wszyscy wiemy, że nasze dziecko jest naj! Grzeczne, mądre i piękne. "I jak ona, głupia baba śmie twierdzić, że Grześ jest agresywny i zabiera słabszym kanapki!", "Ale jak to Krysia dostała pałę? Przecież ona wszystko umiała! Pani musiała ją zestresować!" , "No przecież Basia jest śliczna! Jak pani może sugerować, że je za dużo i jest gruba! Je sporo, ale przecież rośnie!"..... 

4. Zupełnie niepotrzebny..

My znamy nasze dziecko najlepiej i najlepiej potrafimy do niego dotrzeć. Niestety edukacja jest obowiązkowa, a załatwienie nauczania domowego to dużo zachodu i jeszcze i tak jakiś nauczyciel miałby dzieci przepytywać i robić im egzaminy... No i  pracować trochę trzeba. No to niech już chodzi do tej szkoły. " Nie zrobiła zadania trzeci raz z rzędu? Oj nie szkodzi, na pewno w końcu zrobi", "Nie radzi sobie z czytaniem? Jest jeszcze czas, nauczy się kiedyś", "Źle się zachowuje w szkole? Kiedyś z tego wyrośnie".. No i po prostu da pani spokój.. 
 
Nieco podkolorowałam przytoczone przykłady, ale z tego typu postawami spotkałam się wśród rodziców uczniów z klas moich dzieci.. Mimo, że to niewielka grupa ludzi zdołałam zaobserwować, aż tyle zachowań, które nikomu, a zwłaszcza dzieciom na zdrowie nie wyjdą.. Co więcej opinie o nauczycielu i te wszystkie negatywy, były wypowiadane  przy dzieciach... I jak potem oczekiwać, by one szanowały nauczyciela i słuchały poleceń? Jeśli my rodzice nie damy przykładu nic z tego nie będzie.. a potem będziemy szukać u specjalistów pomocy w problemach wychowawczych..
Nie wszystko mi się podoba w nauczycielkach moich dzieci. Czasem nawet coś mnie drażni. I nie ma w tym nic dziwnego - to ludzie, a ludzie idealni nie są. Mamy czasem różne zdanie na tematy dotyczące dzieci i to też jest całkiem normalne. Ale staram się stosować taką postawę:

5. By być partnerem w trudzie wychowania i edukacji

Moje dzieci spędzają w szkole większość dnia. I choć ja znam je "najlepiej" to jednak nie widzę ich w relacjach rówieśniczych, podczas pracy indywidualnej i w grupie, tak często jak nauczyciele. Dzieci potrafią zupełnie inaczej zachowywać się w domu - wiedząc co ich czeka za łamanie zasad, niż w szkole. Tam uwidacznia się wpływ rówieśników i relacji z "nowymi" dorosłymi autorytetami. Gdy dziecko uczy się lub wykonuje jakieś prace plastyczne przy mnie to wiadomo, że bardziej się stara, bo chce mi imponować, no i czuje się pilnowane. W szkole nadzór dzieli się na całą grupę i więcej trzeba po prostu chcieć. Szkoła (przedszkole też) i dom to dwa światy, które wpływają i kształtują nasze dzieci. Czy nie byłoby najlepiej, gdyby się zazębiały i przenikały? Dzieci potrzebują stałości i konsekwencji - dlatego warto, by te same zasady panowały w domu i w szkole. Do tego trzeba ścisłej współpracy na linii rodzic-nauczyciel, wielu rozmów i co najważniejsze wzajemnego szacunku.


To my rodzice jesteśmy odpowiedzialni za wychowanie i edukacje naszych dzieci. Nie możemy "zwalać" tego na szkołę. Owszem szkoła jest po to by pomóc, prowadzić i kształtować. Ale to od nas zależy w jaką to wszystko pójdzie stronę. Jeśli mamy dzieci, to mamy obowiązek znaleźć dla nich czas. Lekcji jest mało i trwają krótko, nauczyciel nie jest w stanie sam nauczyć dzieci czytać i pisać jeśli nie będą ćwiczyć w domu. A tam to już my musimy udzielić im wsparcia i pomocy. Także trzeba zakasać rękawy i wziąć się do roboty. Oczywiście można ustalić z nauczycielem, żeby np. w wtorki naszemu dziecku dawał mniej zadań lub więcej na nie czasu - bo kończymy prace późno i nie ma kto mu pomóc... ale nie narzekajmy w kółko na nadmiar pracy, bo to po to, by dzieci osiągnęły sukces. (Owszem może się zdarzyć przypadek nauczyciela, który przesadza i za dużo zrzuca na dom, ale to raczej sporadyczne.. i cóż to tylko ludzie, trzeba rozmawiać.)

Jeśli nauczyciel zwraca mi uwagę na złe zachowanie mojego dziecka to nie neguję tego, nie wściekam się i nie obwiniam szkoły.. Staram się dowiedzieć wszystkiego i od nauczyciela i od dziecka, zrozumieć powody tej sytuacji i znaleźć rozwiązanie. Mogę nie wiedzieć, że coś złego dzieje się w głowie mojego malucha pod wpływem kolegi czy koleżanki, czy po prostu stresu, a takie sytuacje są po to, by mnie naprowadzić na problem. 

Jeśli nauczyciel zwraca mi uwagę, że według niego moje dziecko jest niewłaściwie ubrane, nie dobrze się odżywia itp. itd. to zastanawiam się nad jego uwagami i analizuję moje postępowanie. Co prawda w obu przypadkach - zwrócenie uwagi, że dzieci nie mają czapek i, że córka powinna mieć kanapkę, a nie owoce i jogurt do szkoły - uznałam, ze rację mam ja. Ale nie potraktowałam nauczyciela z pogardą czy jakimkolwiek brakiem szacunku, tylko przedstawiłam moje racjonalne argumenty i punkt widzenia. Nie sądzę, by nauczycielka się ze mną mimo to zgodziła, ale przyjęła do wiadomości moje podejście i przestała zwracać na te punkty uwagę. 

Jeżeli chcemy, by nasze dziecko chętnie chodziło do szkoły i zdobywało wiedzę i umiejętności musimy nauczyć je szacunku do nauczycieli. Tylko wtedy będą tam bezpieczne (zatrzymają się na hasło stop, czy nie odejdą od grupy na wycieczce) i zyskają najwięcej. Nie ma innego sposobu jak dać przykład. Jeśli ja szanuję nauczycieli, dziecko też będzie. Jeśli nauczyciel uzna, że moje dziecko za swoje zachowanie powinno ponieść konsekwencje, to ja nie mogę tego zbagatelizować, tylko muszę te konsekwencje wyciągnąć. Nie może, być tak, że pani daje ujemne punkty za złe zachowanie, a dzieci to nie rusza, bo rodziców to nie obchodzi... Uwaga w dzienniczku nie może przejść bez echa w domu... Inaczej nic nie osiągniemy wychowawczo..ani w domu, ani w szkole.

Współczuję Wam drodzy nauczyciele.. trudna jest Wasza praca, bo tak wielu uważa, że ich dziecię jest idealne i każdy kto podda to w wątpliwość jest zły... Zbyt wielu jest leniwych i tak bardzo pragnie przerzucić obowiązki wychowawcze na Was. Doceniam Was za wytrwałość i cierpliwość do nas rodziców! Bo z dziećmi to sobie dacie radę! 

 

    



Komentarze

Popularne posty