Nie pyskuj gówniaro!


Nie pyskuj gówniaro! Jestem twoją matką/ojcem i należy mi się trochę szacunku!

Hmmm...

Nie lubimy, gdy nasze dzieci pyskują. Nawet są takie memy mówiące "Śpieszmy się kochać dzieci, tak szybko zaczynają pyskować"..
Co to właściwie znaczy "pyskować"? Słownik języka polskiego daje taką definicję: potocznie: odzywać się do kogoś lekceważąco, bezczelnie; pyszczyć.
"Lekceważąco" definiujemy jako bez szacunku, a "bezczelnie" jako świadomie, obraźliwie łamiący przyjęte normy społeczne. 
Czyli jeśli uważamy, że nasze dziecko pyskuje to naszym zdaniem robi to specjalnie i to dlatego, że nas nie szanuje...
Osobiście w to nie wierzę... Nie nie wierzę, że dziecko robi to specjalnie, że ma świadomość, że to co powie nas skrzywdzi i upokorzy... to nie tak.

Zastanówmy się kiedy nasze dzieci pyskują? Moim zdarza się to niezwykle rzadko, ale bywa. Dzieje się to wtedy, gdy jakąś sytuację uważają za niesprawiedliwą dla siebie. Zakazujemy im czegoś, co uważają, że mogą robić/mieć albo upominamy za coś, za co nie czują się odpowiedzialne. Budzi się wówczas w nich gniew, a w gniewie to już głos sam staje się głośniejszy, to ostrzejszy i słowa bardziej niemiłe. Czy nie jest tak drodzy rodzice i z nami? Naprawdę nigdy nie "pyskujecie" do swoich dzieci? Owszem mamy przewagę doświadczenia i łatwiej nam panować nad gniewem, ale i tak nie uwierzę, że nigdy nie zdarzyło się wam wybuchnąć, nawrzeszczeć i użyć przykrych lub niesprawiedliwych słów wobec swojego dziecka... Mi się to zdarza nadal - choć pracuję nad sobą i jest tych sytuacji coraz mniej. Ale nie podejrzewam, bym ja dorosła, wykształcona osoba potrafiła zwalczyć w sobie tendencje do poogłaszania się i zaostrzania tonu w gniewie do samego cna.. Chociaż nie daje to oczywiście żadnych pozytywnych reakcji ze strony dzieci... Dlaczego więc u nas dorosłych takie chwile nazywa się "chwilami słabości" i uzasadnia zmęczeniem, złym dniem i atmosferą, a dzieci "pyskują"? Czy one nie mają prawa do kiepskich dni, chwil słabości i zmęczenia? I tu dochodzimy do sedna - przyczyn!

To nie jest tak, że dzieci pyskują, bo chcą. Zawsze coś za tym stoi! A analiza możliwych przyczyn wraz z dzieckiem niezwykle pomaga w opanowaniu złych emocji - obu stron.

Jeśli moje dziecko zaczyna pyskować od razu pytam czy nie jest może głodne... Głupie? Wcale nie. Zwykle po pierwsze zbija je to z pantałyku choć na chwilę. Zaczyna się mimo woli zastanawiać nad tym czy czegoś by nie zjadło, zamiast nad tym co spowodowało wybuch gniewu. Jeśli nawet po chwili znów się wydrze po mnie, że po co pytam o takie głupoty to mówię, że rozumiem tylko myślałam, że to może być powód krzyków, bo wiadomo, że Polak głodny to zły. Jeśli nie rozbawi to nieco wkurzonego dziecka to na pewno mi pomoże uspokoić szalejące w brzuchu potwory i nie wrzasnąć tak jak ono tylko głośniej (bo przecież potrafię, jestem większa i silniejsza). Jeśli emocje nie opadną lub się nasilą, to zaczynam się głośno zastanawiać czy może dziecko nie jest zmęczone, bo może źle spało, albo w szkole było trudno. Czasem utrafię i to maluch tonuje i można przejść do sedna sprawy. Martwiąc się o pierwsze potrzeby dziecka daję mu poczucie, że jest ważne i moją uwagę, a to działa bardzo uspokajająco.. Jeśli jednak emocje nadal nie opadają to staram się wymyślić sposób na ich rozładowanie. Proponuję wyjście do ogrodu i wspólne pokrzyczenie, walenie pięściami w poduszkę, albo tupanie. Jeśli dziecko mnie nie słucha to mówię, że posiedzą przy nim, może się przytulić jeśli chce i poczekam, aż przegryzie to co czuje i wtedy pogadamy.. Takich metod jest wiele i wymyślają się same na bieżąco, ale we wszystkim chodzi mi o jedno - nie rozmawiać o problemie w emocjach! Nawet najlepsze argumenty nic nie dadzą, gdy jest się wściekłym, nie dotrą. 

Pytano mnie co robić jak dziecko co chwilę "odpyskowuje".. hmmm nie byłam w takiej sytuacji, ale myślę, że nadal należy się martwić. Za każdym razem. Głodne? Zmęczone? Może chore? Może gorączka? .. Sądzę, że przestanie ...choćby dla świętego spokoju. 

Gdy emocje ciut opadnę pora na drugi etap. Zrozumienie. Trzeba wykrzesać z siebie trochę empatii i postawić się na miejscu malucha, który np. chciał mieć tablet jeszcze długo, ale wyznaczone 30 min minęło.. albo chciał iść na pole, ale jest za późno.. albo kazano mu robić zadanie, a chciał bawić się nową zabawką.. itp. itd. Trudne? Nie tak bardzo.. Trzeba przenieść to na "dorosłe" problemy.. Co czujecie jak partner w łóżku skończy za szybko..a wy chcieliście jeszcze? ;) .. a jeśli bawicie się świetnie na imprezie, ale musicie z niej wyjść o22, bo babcia/ciocia/opiekunka musi wrócić do domu? Chcecie wyjść z pracy pół godziny wcześniej, by zdążyć na szybką wizytę u fryzjera, a szef akurat dowala pracy?.. Jak tam wasze emocje? Teraz łatwiej przyjdzie powiedzieć: Kochanie rozumiem, że to cię bardzo zdenerwowało/ że jesteś rozczarowany/ gniewasz się. Też tak bym się czuła na twoim miejscu.

Jeśli udało się nawiązać nić porozumienia to można przejść do dyskusji.. podać racjonalne argumenty i poszukać razem rozwiązania - nawet jeśli jest tylko jedno. No, bo kochanie przecież wiesz, że ustaliliśmy, że każdy ma tablet 30 min dziennie, bo inaczej nie staje się mądrzejszy, to co powinniśmy zrobić odłożyć tablet czy nie? Wiesz słonko, że zaraz będzie obiad, to powinieneś iść teraz na pole czy nie?  Wiesz myszko, że zrobienie takiego zadania zajmie ci co najmniej godzinę, a potem wychodzimy i nie zdążysz, to powinnaś teraz już zacząć je robić czy nie?

No nie wiem.. u mnie działa. Teraz już zwykle przy pytaniu o głód;). Nie udaje się tylko wtedy, gdy ja sama nie wytrzymam emocji i wybuchnę gniewem... ale to wtedy, gdy jestem głodna, albo zmęczona, albo miałam ciężki dzień.. i atmosfera jakaś nie taka...ale to tylko "chwile słabości".
 

Komentarze

Popularne posty