Mamo, a czy Święty Mikołaj jest naprawdę?

6 grudnia zbliża się wielkimi krokami.. Prezenty już kupione i skrzętnie ukryte w garażu (dobrze, że dzieci jeszcze nie czytają mojego bloga;)). Przychodziły paczki, ale zawsze mówiliśmy, że to dla wujka .. Kiedy pytają czy przyjdzie do nich Mikołaj, odpowiadamy "Nie wiem, jeśli byłeś/aś dobry to przyjdzie". Po co to wszystko? 

Koleżanka w szkole Asi mówiła, że to rodzice dają prezenty, ze nie ma Mikołaja ani potem na Święta Aniołka (czy Gwiazdora jak kto woli)..  Mamo czy to prawda? - pyta moja prawie ośmiolatka. Odpowiadam z pewnością siebie - Mikołaj jest i Aniołek jest. Ja przecież też dostaję prezenty, a moi rodzice mieszkają 700km od nas. Tatuś dostaje, a jego mama i tata są w niebie.. Przekonałam. Ale czemu? Przecież to kłamstwo!... Tylko cz na pewno? ;)

Może ktoś tu będzie anty, ale zacytuję słowa jednego z wielu wspaniałych cytatów z Harrego Pottera: "Czy to się dzieje naprawdę, czy tylko w mojej głowie? Oczywiście, że w twojej głowie! Ale czy to znaczy, że nie naprawdę? " 

Kto to jest Święty Mikołaj?  
Źródła historyczne wskazują: Święty Mikołaj, biskup Miry, ze względu na przypisywane mu legendą uczynki (m.in. cały majątek rozdał biednym), został pierwowzorem postaci rozdającej prezenty dzieciom. 
Jest więc symbolem czynienia dobra i dzielenia się tym co mamy! I jeśli nawet to nie on przylatuje saniami zaprzęgniętymi w renifery. Jeśli nie on wślizguje się do domu niepostrzeżenie. I nie on zostawia prezenty przy dziecięcych łóżkach. To jednak on jest powodem tego wszystkiego. To dzięki niemu staramy się odgadnąć dziecięce marzenia i spełnić te, które możemy. On siedzi w naszych głowach! Skoro tam istnieje to czy nie istnieje naprawdę? 

W czasie przedświątecznym w ogóle jakoś łatwiej nam się podzielić tym co mamy. Chętniej bierzemy udział w zbiórkach, kwestach itp. Chętniej pomagamy ubogim i chorym. Bo każdy zasługuje na dobre święta i prezenty... każdy zasługuje na swojego Mikołaja.. My też kupiliśmy czekolady dla dzieci z hospicjum i dzieciaki zaniosły je do punktu zbiórki ciesząc się, że będą miały coś od nich..

Jutro jedziemy z dziećmi do Rodzinnego Domu Dziecka, gdzie mieszkały. Jedziemy do ich cioci, wujka i przyjaciół. Wieziemy drobne podarunki, które wybraliśmy razem. Będziemy Mikołajem (może nie do końca Świętym);). Jest nam z tym bardzo dobrze i nie możemy się doczekać. Bo radość z dawania jest najwspanialsza. Pewnie i na nas czeka tam coś od Mikołaja;), ale najważniejsze to zobaczyć radość na twarzy obdarowanego. Najważniejsze to się podzielić. 

Zuzia niedawno powiedziała, że fajnie jest bawić się w Świętego Mikołaja, bo to tak jakby trochę był z nami.. 

Kiedyś przyjdzie dzień, kiedy dzieci zrozumieją, że to my kupujemy im prezenty. Ale ja nie mam zamiaru mówić im, że nie ma Świętego Mikołaja, bo sama w niego wierzę! I wiem, że gdy przyjdzie ten dzień, to moje dzieci też zrozumieją, że "To, że jest on tylko w naszej głowie, to nie znaczy, że nie jest naprawdę".. bo to co daje dobro zawsze jest naprawdę ...


Komentarze

Popularne posty