Jak wyhodować otyłe dziecko?


Zewsząd dochodzą nas coraz straszniejsze informacje dotyczące epidemii otyłości. To, że liczba otyłych dorosłych rośnie nikogo już nie dziwi... Najgorsze, że w naszym kraju epidemia to w coraz większym stopniu dotyka dzieci! To u nas najszybciej na świecie przybywa dzieci z nadwagą i otyłością. Tak takie są fakty! Choć, gdy spojrzy się na komentarze do różnych artykułów na ten temat, to prawie nikt w to nie wierzy... Wszyscy piszą "to w USA", "to w Anglii".. Niestety to u nas... W USA jest bardzo dużo otyłych i skrajnie otyłych, ale z roku na rok ich liczba spada, a zwłaszcza jeśli chodzi o dzieci. W Wielkiej Brytanii liczba otyłych dorosłych jeszcze nadal rośnie, ale wśród dzieci osiągnięto obecnie poziom stabilny i przewidywania mówią, że ich liczba zacznie wkrótce spadać. U nas jest mniej otyłych niż w w/w krajach, co nie zmienia faktu, że liczba dzieci z wagą powyżej normy rośnie u nas gwałtownie. W ciągu ostatnich 20 lat liczba dzieci z nadwagą wzrosła u nas trzykrotnie. I to widać.. 
Sama walczę z nadwagą. Jestem gruba "od zawsze". Wiem jak trudno jest z tym walczyć i nie chcę tego dla moich dzieci. Gdy ja chodziłam do szkoły, tylko ja byłam gruba... Wokół były szczupłe dzieci, czasem jakieś lekko pulchniejsze. Gdy moja najstarsza córka zaczynała pierwszą klasę, w jej grupie było 2 dzieci z nadwagą. W drugiej klasie widzę już 4.. W grupie zerowej młodszej córki 3. W przedszkolu Alusia w grupie 3-4-latkowej jest troje dzieci z wagą powyżej normy, w tym dwoje otyłych.  I co? Nic.. rodzice wokół swoje!


1. "Przecież on/ona musi coś zjeść."

Nie ważne co, nie ważne gdzie i nie ważne kiedy.. byle zjadło. Dlaczego tak bardzo boimy się tego, że dziecko nie zje? No tak, bo co ludzie powiedzą? Że mamy w domu niejadka! Niejadek to taka straszna tragedia... Niech więc zje cokolwiek, byle zjadło.. Nie ważne, że właśnie biega po placu zabaw - musi zjeść. Nie ważne, że ogląda bajkę - musi zjeść. A jeśli nie chce pełnoziarnistej kanapki z sałatą? To niech już zje bułę z nutellą albo baton, byle zjadło.  Bo... i tu przechodzimy do punktu 2..

2. "Przecież on/ona nie może być głodne."

No jak można tak zaniedbać dziecko i pozwolić mu na głód!  To tylko wyrodna matka, albo zły ojciec może do tego dopuścić! Ojej..zjadł tylko pół kanapki na śniadanie - co teraz? Przecież nie wytrzyma do drugiego śniadanie.. będzie głodny. Trzeba działać! Wiem! Dam mu pączka! Pączka zje na pewno.. No kochana! Jeszcze łyżeczkę! Za mamusię! Za tatusia! Babcię, dziadka, wujka, ciocię i psa.. No jedz, bo będziesz głodna... Trzeba znaleźć jakiś sposób... Wiem!

3. "Włączę bajkę, to nawet nie zauważy ja zje."

Pstryk. Telewizor i kreskówki. A do tego obiadek. Kotek goni myszkę, a tu kotlecik do buzi. Minionki skaczą przez płotki, a tu ziemniaczek. Królewna zasypia na ziarnku grochu to i może groszek uda się podać. Kochanie co było dzisiaj na obiad? Nie pamiętam tatusiu... Ale byłam grzeczna i wszystko zjadłam! Wspaniale! Tatuś ma dla ciebie czekoladkę!

4. "Jak jest grzeczny w przedszkolu to dostaje słodycze"

Za ładny obrazek cukierek, za dziękuję i proszę lizaczek, za piątkę czekolada, za pierwsze miejsce w konkursie chipsy. Mc Donald na urodziny, KFC z okazji dnia dziecka. No przecież tak je kochamy, trzeba je porozpieszczać! Z resztą i w każdej innej restauracji jest jedzenie specjalnie dla dzieci...

5. "Ty tego nie zjesz, wybierz coś z menu dla dzieci."

Przecież to dania specjalnie dla naszych milusińskich. Nuggetsy z frytkami, hamburger z serem, makaron z sosem, pulpety z ziemniakami, paluszki rybne z frytkami, frytki, nóżka z kurczaka z głębokiego oleju i frytki... Za to porcja o 20% mniejsza... i cola do tego gratis.

6. "Przecież musi coś pić."

Jasne. Nawodnienie organizmu to jedna z najistotniejszych kwestii. A przecież odkąd dostał sok nie chce pić wody. A tak bardzo lubi Kubusie. A jak kupię colę to pół butelki na raz wypije! I ile ma energii... 



Czy wy wszyscy widzicie w tym sens? Widzicie prawidłowość? Nie przypomina wam to scen z życia? Nie widzicie tego wokół? Ja tak.. widzę i drżę.. I modlę się, by moje dzieci zrozumiały, że to co ma większość nie jest tym co najlepsze. Co dzień walczę sama ze sobą, ale walczę też o nich. Tłumaczę, uczę, pokazuję. Żeby, gdy mnie już obok nich nie będzie pozostały nawyki - te dobre, a by te złe nie powstały.. Nie jest łatwo, gdy wokół tyle złych przykładów. Bo czy naprawdę...

Ad.1 "on/ona musi coś zjeść"

Nie musi. Nie chce, niech nie je. Ile razy pominąłeś jakiś posiłek? Ile razy po prostu nie miałaś ochoty? A może było na talerzu coś co ci nie pasowało? Może czegoś nie lubisz? Pozwólmy naszym dzieciom na niejedzenie.. Pozwólmy mądrze. To my odpowiadamy za to co one jedzą. To my robimy zakupy i za nie płacimy. Jakość dań to nasza odpowiedzialność. A jeśli dziecko nie zje. Trudno. Trzeba tylko pamiętać o jednym - nic w zamian! Jeśli nie chce jest - nie potrzebuje jedzenia, to nie dostaje nic, aż do następnego posiłku.. To uczy dyscypliny jedzenia i właściwego "timingu". Nie można jeść cały czas..to się źle kończy. A co jeśli to  były grymasy? Będzie głodne...

Ad.2 "on/ona będzie głodny/a" 

Głód nie jest naszym wrogiem. Jest przyjacielem. Odczucie to pozwala nam zauważyć kiedy potrzebujemy pokarmu. Ale musimy się go nauczyć! Jeśli jako dzieci nie jesteśmy nigdy głodni to nie wiemy też, kiedy jesteśmy syci.. Nasz organizm nie wytwarza odpowiedniej ilość hormonów i coraz trudniej jest zachować właściwy styl odżywiania. Tak pozwalam dzieciom być głodnymi. Więcej w pewnym sensie "głodzę" je. Moje dzieci (i my też) nie jemy nic przez godzinę przed lunchem i 2 godziny przed obiadem.. Wtedy te główne, zdrowe (staram się bardzo) posiłki znikają w 2 minuty. Ciągle słyszę jakie to mam szczęście, że moje dzieci tak pięknie wszystko zjadają.. To nie szczęście, to głód. Dobry przyjaciel głód. Oczywiście "pozwalam" dzieciom czegoś nie lubić! Każdy ma prawo do "nielubienia". Ja nie lubię gotowanej kiszonej kapusty. Co prawda..jeśli poda mi coś tego typu ciocia/babcia itp. to zjem. Bo jest to jadalne;) Asia nie lubi ogórków kiszonych, groszku i batatów. Ok. Dostanie świeży ogórek, groszek z marchewki sobie wybierze i da Zuzi, nie gotuję zamiennika dla batatów, kładę jej małą porcję na talerzu (może kiedyś zmieni zdanie?), jeśli nie chce nie zmuszam, jak głodna dam kromkę chleba. Zuzia ostatnio (czemu?) nie lubi uszek do barszczu.. przedtem je jadła. Ale ok. Daję barszcz z uszkami (wrzucam jej ze 2, może zmieni zdanie?), nie chce - uszka zje Ali, jej wrzucam chleba. Kiedyś nie lubiła ryb.. Ale nie ma tak. Ryby są zdrowe i nie zgadzam się na nielubienie ich wszystkich. Tak samo można by powiedzieć nie owocom i warzywom.. o nie. Gdy powiedziała, że nie lubi ryb jadła pstrąga. Powiedziałam jej  -ok nie lubisz tej ryby, czyli pstrąga inne są inne.. Potem był halibut i jej posmakował. Powiedziała, że lubi białą rybkę. Łosoś też był dobry... Czyli Zuzia lubi białe i różowe ryby...;) Teraz je i pstrąga.. 
Kocham gotować i tworzyć nowe dania, próbować nowych smaków i produktów. Jako, że daję przykład moje dzieci też nauczyły się próbować. Teraz na zakupach razem szukamy nowych warzyw, owoców, mięs, owoców morza itp. Razem gotujemy. Razem smakujemy... bardzo świadomie!

Ad.3 "wyłącz wszystkie rozpraszacze"

Czego uczy jedzenie przed telewizorem, tabletem, telefonem? Nie smakujemy, nie poznajemy produktów i dań, nasz mózg zajmuje się tym co na ekranie. Co gorsze nasz organizm uczy się korelacji "ekran - jedzenie". Czym się to kończy? Włączamy tv i przychodzi chęć na posiłek.. Efekty? Jemy tak długo jak oglądamy, gramy, korzystamy ze smartfona.. W sumie wszystko jedno nam co, byle coś wkładać do ust.. A najlepiej jeśli jest to coś co nam się dobrze kojarzy.. 

Ad.4 "jedzenie to nie nagroda"

Cukier i tłuszcz już same w sobie pobudzają ośrodek nagrody w mózgu wywołując pozytywne odczucia i emocje, a co dopiero jeśli ich podawanie skorelujemy z miłymi dla nas wydarzeniami.. Jedzenie, zwłaszcza słodkie i/lub tłuste nie może być nagrodą! Nie mówię, że mamy nie dawać dzieciom słodyczy.. w końcu i tak ktoś im je da. Ale jedzmy je po prostu w określonym czasie. My jemy słodkie w weekendy i święta w porze 2 śniadania i podwieczorku. Warunek jest taki, że zjedzono główne posiłki. Owszem oznaczam dni słodyczowe w urodziny czy dni, gdy jedziemy w odwiedziny do bliskich, ale w głowach nadal jest zasada, że jemy, bo jest "na kółeczku", a nie dlatego, że to wesoły dzień...  Dość często jadamy też w restauracjach. Staramy się wybierać takie, gdzie mamy możliwość dokonania zdrowych wyborów..

Ad.5 "menu dla dzieci, nie dla dzieci"

Przeraża mnie "menu dla dzieci". W co najmniej 3/4 restauracji, w których jedliśmy, to co proponowano dla dzieci było tłuste, słone i niezdrowe. W większości dania te nie zawierają warzyw i są smażone. Jeszcze gorsze jest to, że gdy zamawiamy kelnerzy z uporem maniaka proponują naszym dzieciom te dania.. i ciągle muszę powtarzać, że one nie jedzą takich rzeczy... I oczywiście znosić zdziwione, wręcz zdegustowane spojrzenia. Na szczęście tylko do czasu, gdy moje dzieci zmiotą z talerzy penne z łososiem i szpinakiem oraz zupę rybną (zwykle 2 porcje dorosłe na 3 dzieci)..  Wtedy jest zaskoczenie.. Jak pani to robi, że tak ładnie wszystko jedzą? Pozwalam im.. Tak zwykle wystarczy dać przykład.. i pozwolić. 

Ad.6 "pijmy wodę"

To z wody jest 60% nas..nie z cukru. Nie dajemy kotu czy psu soku i słodkich napojów..a dzieciom tak... A liczyliście ile maja kalorii? Czasem w napojach do szkoły dzieci mają pół swojego dziennego zapotrzebowania energetycznego... a potem jest zdziwienie, że nie zjadają obiadu. Niech naszym głównym napojem będzie woda. Inne napoje pijmy w określonym czasie. U nas sok gości w porze obiadu - 1 kubek na osobę. Innych słodkich napojów nie pijamy. Raz dziennie jest mleko, a w weekend kakao. Nawet herbata jest od święta. Dorośli piją jeszcze 2 kawy dziennie - zdrowo i koniecznie;). Dzieci przywykłe, że zwykle stoją na blacie w kuchni kubki i jak chcę pić biegną z nimi do lodówki, która ma kranik z wodą. Tak pija zimną. Cały rok. Prawie nie chorują. A na gardło nigdy. 


To my rodzice jesteśmy odpowiedzialni za zdrowie naszych dzieci. Owszem jest niewielka liczba chorób powodujących otyłość, ale przy dobrej diecie można nawet w nich jako tako wagę dziecka kontrolować. Jednak to nie te chore dzieci tyją na potęgę. Tyją dzieci zdrowe. Tyją, bo ulegamy stereotypom, lękom i chęci zapewnienia im tego co najlepsze. Stawiajmy na jakość zamiast ilości. Najlepsze dla naszych dzieci jest nauczenie ich organizmów zdrowych nawyków żywieniowych, tak by potem nie musiały się już zastanawiać co jeść.  







Komentarze

  1. Bardzo dobry tekst, zgadzam się w 100%! Mój synek ma co prawda dopiero 2 miesiace, ale juz wprowadzilam zdrowe nawyiki zywieniowe, aby od samego początku, nawet gdy jeszcze pije tylko z piersi, widzial, co jedza i pija rodzice :)

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Dziękuję za miłe słowa! Najlepiej jest robić to od początku i być konsekwentym, wtedy nie będzie nigdy problemów! Pozdrawiam!

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty