Nagroda za wysiłek - luksusowy wypad


Cały długi semestr moje dzieci ciężko pracowały - Asia robiła z zapałem zadania domowe i uczyła się zgodnie z programem szkolnym, Zuzia w weekendy błyskawicznie odrabiała swoje "za łatwe" lekcje z zerówki, a w tygodniu chętnie robiła prace zadane przeze mnie z materiału I klasy i nie tylko. Obie dziewczynki czytały bez marudzenia swoje 15 minut dziennie, a czasem za 2 dni na raz, gdy w inny dzień nie wyszło. Ali ciągle domagał sie robienia zadań - plastycznych, matematycznych, labiryntów itp. itd. Wszyscy grali z pasją w gry edukacyjne - i te ze sklepu i te, które dla nich zrobiłam. Wszystko to po to, by być mądrym i móc wybrać sobie drogę życiową - zostać kim zechcą, a nie kim muszą.. Taką motywację często im powtarzam i one również o tym mówią.. ale dla nich to takie odległe.. (nie zdają sobie sprawy jak czas szybko leci..). Dlatego dodatkowo zastosowałam idealny system motywacyjny! Zbierali krzyżyki za przykładanie się do swojej edukacji. Nie, nie za oceny - za starania! Każdy miał do zebrania ich aż 60 - i wszyscy musieli sobie jednocześnie poradzić - więc motywowali się nawzajem! A było po co.. Nagrodą za ich wysiłek był nasz "luksuskowy wypad" - 3 dni spędzone razem, piękny hotel, restauracje i inne niezwykłe atrakcje:). Nagroda jak widać, była i dla rodziców.. za cierpliwość i pomysłowość;)


Wybraliśmy piękny Kołobrzeg. Gdy wszystkie krzyżyki były na przygotowanej planszy ekscytacja sięgała zenitu. I w końcu przyszedł ten dzień! Wczesna pobudka i wyjazd. Kilka godzin drogi i jesteśmy! Piękny hotel i basen! Dzieci przywarły do szyby i napatrzeć się nie mogły - już niedługo poharcujecie w tej wodzie:). Było tuż przed południem, a pokój można było zająć dopiero o 15, ale mieliśmy jeszcze inne fantastyczne zajęcia! O 12 dzieci spotkały się na warsztatach z kochaną Dorotą Zawadzką. Przywitała się z nimi i wypytała o imiona, a mnie wyściskała:) Dzieci świetnie się bawiły - zwłaszcza robiąc papierowe samoloty- szczególnie w wersji Doroty (zgniecione kulki z kartek;) - gwiazdy śmierci hihi), a my delektowaliśmy się kawą, ciastem i swoim towarzystwem w kawiarni z widokiem na morze.. 


Potem poszliśmy na plażę.. z sankami! Tak wzięliśmy je ze sobą:) I dobrze! Było cudnie! Znaczy - gołoledź - cała plaża pokryta zmarzniętym śniegiem zmieszanym z deszczem. Mimo niewielkigo spadku terenu można było rozwinąć całkiem niezłą prędkośc jadąc wprost do morza.. i zatrzymując się tuż przed falami rozbijającymi się o brzeg, tam gdzie był juz tylko piasek:) Potem był mały kulig z mamą i tatą w charakterze koników;) i gorąca zupa rybna i pomidorowa w restauracji przy samej plaży.


Gdy wróciliśmy nasz apartament był już gotowy - salon i 2 sypialnie oraz piękna łazienka z wielką wanną. Na stole miła niespodzianka - wielki talerz owoców i wino dla mamy i taty;)

Później zaprowadziliśmy dzieci do sali zabaw, gdzie zostały pod opieką miłej pani i szalały w kulkach, na zjeżdżalni i z piaskiem kinetycznym. My za to poszliśmy na nasze spotkanie z Dorotą Zawadzką. Było super. Mój mąż w końcu zrozumiał, że nazywanie dzieci malutkimi, czy nawet najmłodszego "niemowlęciem" nie jest niczym fajnym;). Było mi bardzo miło, gdy Dorota pochwaliła publicznie mojego bloga - a mąż był "w szoku", że sama zechciała ze mną porozmawiać - co też udało nam się następnego dnia. Fantastycznie jest poznać osobę, której książki i wypowiedzi nas inspirują. Jeszcze milej jest usłyszeć ciepłe słowa o sobie, a przede wszystkim naszych dzieciakach. Chyba się Doroto nie obrazisz, że zacytuję "Myślałam, że tak tylko piszesz na potrzeby bloga, a to faktycznie są takie fajne dzieciaki" ;) Wieczorem Dorota czytała dzieciom bajki - raz słuchały uważenie, innym razem nie bardzo, jak to dzieci - nic jej nie zrażało:) Ja sama poczułam się jak mała dziewczynka.. gdy dziadek czytał mi bajki, a ja jemu..



Kolejny dzień (jak również ostatni) rozpoczęliśmy od basenu. Moje dzieci tak jak i ja kochają wodę. Baseny były dwa - mniejszy z "bąbelkami" z obu stron i kolorowymi światełkami. I duży też podświatlany. W tym drugim trochę popływaliśmy, ale to ten mniejszy z bąbelkami był największym źródłem radości! Były zabawy w rekiny (czerwone światło, znaczy złapał), jeżdżenie na "wężach wodnych" czy próby stanięcia na desce do pływania.. Ratownik miał przechalpane;) tyle się działo... ale my byliśmy obok, rozbawieni, ale czujni.


Posiłki też były atrakcją - bo czy to nie fajnie wybrać sobie samemu co się zechce z tak wielu opcji? Największą furorę na sali jak zwylke zrobiła Zuzia.. Po zjedzeniu żeberka z ziemnakami i sporą porcją surówki z kiszonej kapusty nałożyła sobie 9 kawałków surowej papryki - w sumie jakieś 20 deko.. i oczywiście wszystko to zjadła ze smakiem. Asia i Ali woleli brokuły, kalafior i ogórka. Na śniadanie była i jajecznica i parówki, ale zawsze ze świeżymi warzywami - cieszę się, że nauka zdrowego odżywiania nie poszła w las:)






Był też długi spacer do latarni i jej zwiedzanie. W jedną stronę deptakiem, bo wiatr wiał niemiłosiernie, a z powrotem już plażą, bo wiał wówczas w plecy. Po drodze spotakliśmy Dorotę z mężem, maszerujących z kijakami i czarowników z pierwszego zdjęcia - Asia, która dość mocno bała się takich przebierańców tym razem pokonała strach i nie tylko wrzuciała im pieniążek, ale chętnie zapozowała do zdjęcia - byliśmy wszyscy dumni! Po drodze kupiliśmy piękny magnes na naszą "ścienną kronikę przygód" i pamiątki dla dzieci - pluszową fokę, poduszkę z foką i napisem Kołobrzeg oraz statek piracki i łódeczkę.

Wcale nie chciało nam się wracać, ale było trzeba. Dzieci były zachwycone i szczęśliwe. Byliśmy razem i to było najważniejsze. Wspólny czas to najlepsza nagroda. Czasem może, być taki luksusowy.. czasem zwyczajny - byle wspólny!
Dzieciaki od razu zapytały, czy mogą znów zbierać krzyżyki na taki wyjazd.. Po przeanalizownaiu tego z mężem zdecydowaliśmy, że "damy radę" i w wakacje też możemy się wyrwać poza już zaplanowanym urlopem na 2-3 dni "w nagrodę". Semestr dłuższy więc krzyżyków będzie po 100 - ale na pewno się uda;).


Komentarze

  1. Czy te krzyżyki dzieci dostają za każdy dzień czy jest jakiś inny system ?

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Za każdą wykonaną ze staraniem pracę domową, czytanie czy inne zadania związane z rozwojem naukowym. Czasem jest to codziennie, czasem częściej, a czasem rzadziej. Najważniejsze, że za przykładanie się do nauki, a nie za rezultaty w postaci ocen.

      Usuń
    2. Dziękuję - fajny pomysł :)

      Usuń

Prześlij komentarz

Popularne posty