Znów spóźniłam się przez ciebie


Budzik wyrwał mnie ze snu. Zdałam sobie sprawę, że pulsujący ból w mojej głowie, który we śnie był efektem uderzenia się o skałę podczas ścigania groźnego przestępcy (fanka kryminałów;)), nie minął. Gdy budzę się z migreną, to czuję się tak jakbym wcale nie spała. Ledwo zwlokłam się z łóżka. Ogarnięcie mycia, malowania i czesanie zajęło mi kilka minut więcej niż zwykle. Mój mąż też nie mógł się obudzić. W końcu dzieci obudziliśmy też kilka minut po "ich" budziku. Ali był zaspany i nie chciał się ubierać, trzeba było go przekonywać.. W końcu poszłam robić śniadanie. Wszystko w pośpiechu i z pulsującą skronią. Wzięłam tabletkę, ale wiadomo zadziała za jakieś pół godziny.. Na szczęście śniadanie poszło sprawnie. Uczesałam dziewczynki i wysłałam Aleksa, by ubierał buty. Po chwili do niego dołączyłam. Było późno, ale "znośnie". Tuż przed założeniem kurtki Ali stwierdził, że chce kupę.. Zdjął więc buty i poszedł do łazienki. Zamiast się "normalnie" wytrzeć postanowił rozwinąć 1/3 rolki papieru i zawoła mnie, że ma problem. Głowa jeszcze pulsowała, czas mijał i w mojej głowie powoli rodziła się potwór. Wytrzymałam, mówiąc tylko, że papier służy do wycierania pupy, a nie takiej zabawy i to nie pora na takie pomysły. Zwinęłam papier, a Ali miał się w tym czasie ubrać. Ale zamiast tego założył buty na ręce i się wygłupiał rzucając nimi przez przedpokój. Gdy weszłam wylądowały pod moimi nogami. Nerwy mi puściły. Odrzuciłam mu buty mówiąc stanowczo za głośno, żeby się natychmiast ubierał. A potem dodając, że nów się spóźnię do pracy. W końcu wyjechaliśmy. Po drodze ból głowy zelżał, a ja się uspokoiłam. Weszliśmy do przedszkola już w dobrym nastroju, mimo że było późno i wiedziałam, że już nie zdążę na odprawę. 


Ali się rozbierał. Wszedł tata z 4 letnim synkiem. Chłopcem bardzo malutkim, ale przy tym mądrym i sympatycznym. Ojciec miał stężałą twarz. Też był spóźniony. Ściągną synowi kurtkę i wepchną ją do szafki. Mały krzykną, tato, al miałem ci pokazać co włożyłem do kieszeni. Ojciec odburkną, ze nie ma czasu, że spóźni się do pracy. Mały przestał się rozbierać i zaczął płakać. Jestem pewna, że w tym momencie ojciec chciał go uderzyć..ale napotkał mój wzrok, więc "tylko" gwałtownie przytrzymał syna przy sobie i przez zaciśnięte zęby wycedził - rozbieraj się, bo znów spóźnię się przez ciebie do pracy. Następnie praktycznie zerwał z płaczącego syna spodnie śniegowce. Zaproponowałam, że skoro tak się spieszy to ja pomogę jego dziecku się przebrać i odprowadzę je do sali. Zmieszał się. Myślałam, ze coś zrozumiał, bo wyjął kurtkę chłopca i pozwolił mu wyjąć 2 zabawki, które tak były dla niego cenne. Mały przestał płakać i z uśmiecham rozprawiając o swoich skarbach, przebrał buty. Tata odprowadził go do sali. Mały pytał, czy mu pomacha. Odpowiedział - tak, tak i idź już proszę, i wyszedł. My też skończyliśmy i wyszłam równo z tym panem, który nie odwracając się w stronę budynku pobiegł w swoją stronę. Poszłam pomachać Aleksowi, który uśmiechnięty od ucha do ucha czekała na moje "głupie miny". Przy drugim oknie stał mały chłopiec, wielkie łzy spływały mu po policzkach, gdy patrzył jak tata odchodzi... bez machania. Dobiegła do niego kochana Pani Ela. Widziałam w jej oczach złość, gdy wskazałam jej, że tata tego malucha już poszedł... Podeszłam do okna, w którym odbywał się ten "mały-wielki" dramat i zaczęłam machać do chłopca. Pani Ela powiedziała mu, żeby na mnie spojrzał. Zrobiłam wszystkie najgłupsze i najbardziej zwariowane miny jakie umiem zrobić i mały się roześmiał. Pomachaliśmy do siebie i wysłaliśmy sobie buziaki. On odszedł uspokojony. A ja roztrzęsiona.. 

Teraz to mi spływały z oczu łzy jak grochy. Bolało mnie to, że on nie maił uwagi ojca, że nie ojciec chciał go uderzyć, że potraktował go dość brutalnie i, że zawiódł jego zaufanie. Ale najbardziej bolało mnie, że o poranku ja również postąpiłam w jednej kwestii tak samo. 

Ja również sprawiłam, że mój synek poczuł się winny mojego spóźnienia. 

A gdzie w tym wszystkim wina dzieci? To nie wina dziecka, że ja wstałam "lewą nogą". Nie jego wina, że bolała mnie głowa. Nie jego wina, że wszystko szło powoli. Nie jego wina, że jest dzieckiem! Ma prawo chcieć kupę, gdy właśnie wychodzimy. Ma prawo się wygłupiać, gdy nie trzeba. Ma prawo mieć swoje skarby. Ma prawo chcieć naszej uwagi. I ma prawo do dotrzymanie mu obietnic!

Rozumiem cię rodzicu, który się spieszysz do pracy. Rozumiem stres i frustrację. Też tak miewam! Ale ci powiem jedno.. to tylko twoja (nasza) wina.. To ty (ja) mogłeś wstać wcześniej. Tak ja też nie mam na to ochoty!. Ale od tej chwili, wiem, że jeśli się spóźnię do pracy (nienawidzę się spóźniać) to jest to wyłącznie moja wina - no chyba, ze zdarzenia losowego. 

Tego dnia w pracy powiedziałam, że"jutro przyjdę pół godziny później, bo mam ważną sprawę rodzinną". Wiem, że nie każdy ma taką możliwość, ale ja mam. 
Tą sprawą, był spokojny, leniwy i cudowny rodzinny poranek. Tego nam było trzeba!
 

Komentarze

Popularne posty