Mam dość bycia matką


Wczoraj wróciłam z 24h dyżury, a dziś mam kolejny. Jestem niewyspana, a jutro to już na pewno będę robić. Ale nie odpocznę, bo maż po 24 z dziećmi już nie ogarnia i muszą przejąć pałeczkę. Pogoda piękna, choć jutro ma być trochę chłodniej, więc trzeba będzie spędzać aktywnie czas na powietrzu, zamiast zalec na kanapie przed TV i się resetować. Do tego dzieci po dni z niestety nadal mało konsekwentnym i sprawiedliwym tatom, będą dawały do wiwatu i konieczna będzie anielska cierpliwość.. 

Asia znów ma focha na naukę. Dostała słabe stopnie z polskiego i angielskiego. Stopnie to pikuś, problem w tym, że są jakie są, bo nie chciało jej się czytać poleceń i tekstu na polskim. Na angielski miała sama poćwiczyć pisania, bo ja byłam na zebraniu, a potem miałam dyżur. Oczywiście nie poćwiczyła i napisała kompjuter, marcz, bajk itp. Pani i tak była "litościwa" i dawała po pół punktu.. Znów muszę coś wymyślić, by ją zmotywować..

Zuzia ma fazę na odstawianie scen przy posiłkach. Je wszystko, ale to co jej akurat najmniej pasuje żuje godzinami. Mówi, że nie może przełknąć. Tyle, że wszystko inne może. Do tego nie da sobie zabrać talerza, bo chce zjeść do końca. Wczoraj jadła od 18 do 20:28. 

Ali gania jak opętany. Słońce dodaje mu energii i nie potrafi usiedzieć na miejscu. Przy tym niestety wybiera aktywności niezbyt bezpieczne - skacze z fotela na kanapę (kant stołu po drodze), biega w przedszkolu między dziećmi jedzącymi posiłki, goni z kubkiem pełnym mleka albo talerzem z obiadem - co kończy się często sprzątaniem i praniem. 

Ciągle dochodzi coś dodatkowego. To badania w poradni Psychologiczno-Pedagogicnzej Zuzi, to zebranie w szkole, to strój na teatrzyk szkolny Asi, to uczenie wierszy na dzień matki i ojca. 

I tak czasem zmęczenie i/lub stres powodują, że mam ochotę "rzucić to wszystko i wyjechać w Bieszczady (prawie stamtąd pochodzę..)", ale zawsze jest to nastrój wołający o 15-20 min spokoju, dobrą kawę albo poboksowanie worka na antresoli (prezent dla Alusia od wujka Dawida, przydatny całej rodzince;)). I tak naprawdę to nigdy nie mam dość bycia matką. 

Polacy mają tendencje do narzekania - to stereotyp, ale często się sprawdza. A ostatnio to nawet stało się modne. Jako, że sama piszę bloga, czytam tez wiele innych, by zobaczyć co może Was zainteresować, do czego warto się odnieść, jakie problemy mogą nurtować czytelników i napisać Wam jak to jest u nas i czy się sprawdza. Co prawda życie codzienne samo przysyła mi ogrom inspiracji, ale zawsze warto poczytać o doświadczeniach i przemyśleniach innych. 

Ostatnio jestem załamana. Od kilkunastu tygodni ciągle gdzieś widzę artykuł o tym jak to ciężko jest być matką, jakie to frustrujące, złe i w ogóle, że czasem ludzie żałują, że maja dzieci.. Zwykle na końcu jest dwa zdania o tym, że jak wieczorem popatrzą na śpiące maleństwa to im przechodzi, ale najpierw strona smutków, narzekań, złości. 
Najgorsze jednak nie są takie posty, które mogą wynikać z chwilowego złego samopoczucia autora, ale komentarze pod spodem: znam to, to moja codzienność, mam tak zawsze, też mam już dość, one mnie wykończą.. i tysiące like'ów. 

A potem jak na zawołanie czytam posty o tym, że mamy prawo być wykończone, gniewne, nieszczęśliwe i mieć dość bycia matką. I znów like'i i słupki rosną.. 

Hej jestem matką trójki dzieci - wiem, że nie jest łatwo, ale przecież nikt tego nie obiecywał! Chyba, że uwierzyliście w fotki z kolorowych pisemek. Miewam gorszy humor i złe dnie, ale nigdy nie napisałabym, że żałuję bycia matką! Nigdy nie pomyślałabym serio, że mogłabym zostawić moje dzieci! Nigdy! Nawet przez chiwlę.. Przecież tego właśnie chciałam! 

No właśnie - macierzyństwo (rodzicielstwo) nie jest obowiązkowe. Nawet to z "wpadki" - bo decyzja o seksie niesie ze sobą potencjalne konsekwencje. Są tace, którzy mówią, że mi łatwiej, bo cierpiałam, czekałam, walczyłam i moja decyzja była na maksa świadoma. Tyle tylko, że ja mam jeszcze walkę z problemami z przeszłości - niskim poczuciem własnej wartości, wyuczona bezradnością, deficytem uwagi.. Także nie powiedziałabym, ze jest mi łatwiej. 

Myślę, że moje odczucia wynikają z gotowości na wysiłek, ciężką pracę i poświęcanie czasu. A tego nauczyłam się w dzieciństwie - dorastając w poczuciu, że warto!

Są też posty o tym, co straciliśmy zostając rodzicami. Zawsze żartuję (w sumie to nie żart;)), że tylko seks w środku dnia.. Przedtem było inaczej to prawda, ale czy serio lepiej? Czy naprawdę jest taka różnica między mną nie matką, a mną matką? Nie sądzę.. 

Nie tęsknię za czasem przed dziećmi. Macierzyństwo ubogaciło mnie samą. Nic nie straciłam, a wiele zyskałam. Mam cudowne dzieci, które o dziwo błyskawicznie zarażają się tym co lubię ja! Oglądamy moje ulubione filmy, chodzimy w moje ulubione miejsca i robimy razem to co ja lubię robić - i okazuje się, że one właśnie też akurat to lubią! Choć nie mamy wspólnych genów! Nie tęsknię za dawną sobą, bo ja - matka to lepsza ja.

Kochane mamy (i tatusiowie też) macie prawo być wykończone, rozgniewane, wręcz wściekłe, możecie mieć dość wszystkiego – ale jeśli serio macie dość bycia matką to dobrze zastanówcie się jaka jest prawdziwa tego przyczyna. Uważam, ze jest to oznaka, że coś jest nie tak i trzeba dążyć do rozwiązania tego problemu.

Bo dzieci to cud, a macierzyństwo to najwspanialsza rola do zagrania w teatrze życia – kto ją wybrał sam stał się cudem, przynajmniej dla jednej istoty na świecie i nie ma powodu, by mieć tego dość. 

Komentarze

Popularne posty