Szkolne przedstawienie, czyli kto ma lepszą kieckę i aparat


Byliśmy wczoraj całą piątką na "Dniu mamy i taty" w zerówce u Zuzi. Przedstawienie było bardzo bogate - wiersze, piosenki, taniec - trwało ponad pół godziny i dzieci bardzo się starały. Przygotowano też zastawione pysznościami stoły, przy których zasiadali rodzice i ewentualne rodzeństwo. Wszystkie dzieci były ubrane odświętnie i wyglądały ślicznie, choć każdy w innym stylu i formie. I byłoby bardzo miło, gdyby nie to, że nie wszyscy przyszli oglądać przedstawienie... 

Pani w czerwonej bluzce przyszła pogadać o kosmetykach z panią w bluzce niebieskiej. Pan w czarnym golfie przyszedł niby, ale nadal pracował na telefonie. Pan w pięknej liliowej koszuli właśnie kupił samochód i musiał się tym podzielić z kolegą w dresowej bluzie. Jedna Pani przyszła sfilmować wszystko dla męża, który pływa na statku i wróci za kilka miesięcy. Niestety nie bardzo to wyszło, bo nie chcąc przeszkadzać stanęła z kamerą z tyłu i musiała się ostro namanewrować, by sfilmować dzieci pomiędzy kilkunastoma telefonami komórkowymi rodziców, którzy byli w komplecie na sali. Dwie panie w pięknych jasnych sukienkach przyszły porównać kreacje swoich córek z pozostałymi - biednymi, niestylowymi i przesadzonymi. Pani i pan w szarym przyszli poprawić sobie humor, bo przecież ich syn mówił dużo lepiej niż inne dzieci. Za to pani w różu, by ponarzekać, że jej córka to jak nie jej dziecko - wcale się nie stara. 

Na szczęście było też trochę rodziców, którzy przyszli po prostu dla dzieci. Przyszli, by kochać i być kochanym. Przyszli wysłuchać kulawego wiersza, posłuchać fałszującej piosenki i zobaczyć połamany taniec i w tym wszystkim widzieć miłość! 

Potem rozdano prezenty, laurki i portrety. Jedni dostali wspaniałe i cudowne, a inni niestaranne i po co mi to - a przecież tak samo zrobione sercem... Jedni dostali portrety "przecież ja tak nie wyglądam", inni "No proszę jednak mi do twarzy w zieleni i z niebieskimi włosami", a przecież wszystkie malowane duszą.. 

Jedni wychodzili "szkoda, ale musimy już iść", a inni "no chodźmy wreszcie”, a przecież każdy był mile widziany.

Mamo i tato, każde dziecko stara się najlepiej jak potrafi, by ten dzień był dla ciebie wyjątkowy. Czy ty nie mógłbyś się trochę tylko postarać, by tak właśnie było? 

Wyłącz komórkę i zapisuj to, co widzisz w sercu i pamięci.  Swoje sprawy i krytycyzm zostaw w domu, a tu otwórz serce na miłość. Zobacz to tam na scenie twoje dziecko pokonuje same siebie, by zrobić coś dla siebie! Jeśli ono potrafi to i ty dasz radę. I będzie cudownie, wyjątkowo i szczęśliwie! 

Komentarze

  1. Nie sądziłam, ze ten wpis tak na mnie podziała - ale po jego przeczytaniu mam w oczach łzy. To cholernie przykre, że niektórzy rodzice tak bardzo nie szanują i nie doceniają dziecięcych starań - potem pewnie bardzo się zdziwią, że dziecko ich również nie uszanuje w jakimś kluczowym momencie...

    OdpowiedzUsuń

Prześlij komentarz

Popularne posty