Wakacje od zdrowia


W nadbałtyckich miejscowościach turystycznych gwarnie i tłoczno, bardzo dużo rodzin z dziećmi. Dzień zaczyna się od śniadania wliczonego w cenę pokoju, więc na talerzach jest wszystko i dużo. Potem plaż i leniwe wylegiwanie się na słońcu. Dzieci owszem na chwilę do wody, ale nie za długo, bo przecież zimna. Potem może zamek z piasku jeszcze. Ale na pewno lody, gofry, nachosy, popcorn w karmelu. Potem posiłek. W restauracjach wiele dobrego, ale dzieci jedzą tylko frytki i popijają colą albo sokiem. Potem znów słodkie lenistwo, wata cukrowa, chipsy, słodki lodowy napój w kolorach tęczy. Wieczorem solidny posiłek - może naleśniki z czekoladą, albo hamburger. I do Lunaparku. Dzieci czasem poskaczą owszem na trampolinie, pokręca się w kuli na wodzie, powspianają na placu zabaw - zawsze coś. Rodzice odpoczywają wówczas na ławce. 

Uprzedzę was! Tak wiem, że wolne. Wiem, że nie zaszkodzi czasem poleniuchować i pojeść niezdrowo. My też robimy "dni słodyczowe" przez cały wyjazd wakacyjny. Wszystko to rozumiem i nie neguję. Ale się martwię. 

Jeszcze rok, dwa temu myślałam, że statystyka przesadza. Niby jak to - polskie dzieci tyją najszybciej na świecie? Przecież na ulicach tego nie widać. Ale teraz widać.. Właśnie na tych wakacjach, gdy w miastach wybrzeża zbierają się rodziny z całego kraju. I, serio, gdy wychodzę na ulice jestem przerażona. Ciągle widzę otyłe dzieci. Nie pulchne, nie z nadwagą, ale otyłe. Wśród tych, które spotkałam w nadmorskich miejscowościach wypoczynkowych przynajmniej 1/5 była otyła i to widocznie, a ok. 1/3 miała nadwagę. 

Tak wiem, choroby, cukrzyca, tarczyca itd. Ale to maks. 5% - 5% tych otyłych, czyli 1% wszystkich. Reszta to nasza rodzicielska wina. 

Zrobiłam mały "research", z pomocą moich dzieci. Poprosiłam, by spytały kilkoro dzieci z placu zabaw i z plaży, co jedzą na wyjeździe, co na wakacjach w domu, a co w roku szkolnym. Wszystkie dzieci powiedziały, że w wakacje mogą jeść słodycze, kiedy chcą. Chciałam się upewnić, czy moje dzieci nic nie namieszały i wysłałam najstarszą, by dopytała czy przez całe 2 miesiące - tak brzmiała odpowiedź "w końcu wakacje są dla dzieci.." Dzieci mówił też, że w wakacje często chodzą do Maca, jedzą frytki i gofry. W roku szkolnym "muszą" jeść owoce i warzywa, ale w wakacje nie koniecznie. 

2 miesiące to 1/6 roku. Czy jeżeli przez tak długi czas będziemy pozwalać na złe nawyki żywieniowe to niczego to nie zmieni? Jak dzieci po takich "wakacjach od zdrowia" wrócą do właściwego stylu życia? Szczerze powiedziawszy nie wyobrażam sobie, by było to bez wpływu na ich dalsze życie. Zwłaszcza, że wiele z nich zacznie nowy rok szkolny cięższe. 

Sama jestem gruba od dzieciństwa. Za tak zwanych "moich czasów „pulchne (grube) dzieci uważano, za zdrowe. Ale zawsze w wakacje traciłam na wadze. Jadłam za dużo, za słodko, ale czas spędzałam z braćmi w ruchu - piłka nożna (do tej pory mam piękne łydki;)), baseball, strzelanie z łuku, budowanie bazy, pływanie, dalekie rodzinne spacery, jeśli wyjazd to zwiedzanie. 

Byłam jedynym grubym dzieckiem w roczniku. Teraz w roczniku, co 5 dziecko jest grube. Wiem, co to znaczy, gdy jedzenie jest dobre na wszystko. To walka do końca życia o zdrowie. Nasz organizm tak działa, że chce ważyć tyle ile ważył najwięcej. Jeśli chcę przestać być otyła muszę, nie tylko schudnąć, ale i do końca życia pilnować tego, co jem i ile jem.  Wiele razy udawało mi się już pięknie schudnąć. I co z tego? Przychodził stres, problemy i pozamiatane. A życie to nie bajka! Zróbmy coś! Nie skazujmy naszych dzieci na taką walkę. Po co im kolejna frustracja.. 

Co robię ja, by w wakacje nie było urlopu od zdrowia? Przede wszystkim, gdy jesteśmy w domu zasady mamy takie jak w roku szkolnym - słodycze tylko w weekendy, dużo warzyw, owoców, woda do picia itp. Wiem, że na kolonii dieta dzieci może nie wyglądać tak dobrze, bo same mogą nie zawsze wybierać głową, a częściej smakiem.. Dlatego wybrałam kolonię sportową - nawet jak jadły zbyt kalorycznie to spaliły to od razu. Z resztą usłyszałam, że nikt nie jadł tyle warzyw (i masła;)) co moje dzieci. Na wspólnym urlopie, jak pisałam mamy codziennie dni słodyczowe. Są to 2 tygodnie (a nie 2 miesiące) i słodkie jest tylko w porze II śniadania i podwieczorku. Główne posiłki trzeba zjeść "normalnie". Nie ma opcji samych frytek. Każdy posiłek ma zawierać źródło białka, warzywa i/lub owoce. Nadal pijemy wodę, a sok raz dziennie. Coli i chipsów u nas nie spożywa się wcale.  Jemy na urlopie bardziej kalorycznie, więc w zamian więcej się ruszamy! Na plaży pluskamy się w morzu, gramy w piłkę, kopiemy doły i fosy i biegamy po wodę do nich. Pływamy intensywnie w basenie. I chodzimy - zawsze robimy dziesiątki kilometrów zwiedzając, wspinając się po górach itp. Nie tyjemy na wakacjach. Wracamy do szkoły zdrowi i otwarci na nowe wyzwania. Czego i Wam życzę!

Proszę, udostępnijcie ten post! Może, choć kilka osób zrozumie i zmieni los swojego dziecka! 



Komentarze

Popularne posty